Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Wywiad z Muchami

leave a comment »

Muchy - Fot. Marcin Cecko

Fot. Marcin Cecko

Za jednego z ojców swojego sukcesu uważają Piotr Stelmacha. Koncert przed Editors kojarzy im się z nerwową atmosferą i pośpiechem. Nie mają jednoznacznej definicji Terroromansu, którą chcieliby narzucić. Wywiad Pawła Andrzejewskiego z zespołem Muchy.

PAWEŁ ANDRZEJEWSKI: Pamiętacie moment, w którym zdecydowaliście, że zostaniecie muzykami. Co wpłynęło na tę decyzję?

MICHAŁ WIRASZKO: My nie jesteśmy do końca muzykami.

PIOTR MACIEJEWSKI: Nigdy nie zostaliśmy muzykami i pewnie nigdy już nie zostaniemy.

MW: Niemniej każdy z nas począwszy od dzieciństwa przez całe swoje życie ocierał się o muzykę, aż doszliśmy do momentu powstania Much. Początkowo wiele rzeczy nie wskazywało, że ten zespół może coś gdziekolwiek zamieszać. Stało się jednak inaczej.

PM: Na pewno wszyscy byśmy sobie grali, jeśli nie ze sobą to z kimś innym. Jeśli nie udałoby się Muchom, to może udałoby się w jakiejś innej konfiguracji.

W pewnych kręgach jesteście uznawani za zespół kultowy. Ostatnio we Wrocławiu natknąłem się na rozentuzjazmowaną grupkę młodych ludzi śpiewającą na cały głos Wasze utwory. Jakie to uczucie?

MW. Poważnie?(śmiech) Oczywiście taki uczucie jest bardzo przyjemne.

PM: Nigdy nie natknąłem się na taką sytuację, więc nie wiem. Medal ma dwie strony. Z jednej strony to miłe, a z drugiej trochę krępujące. Na przykład podczas koncertu w Warszawie mieliśmy poważne problemy z wyjściem na papierosa. Nagminnie zaczepiano nas.

SZYMON WALISZEWSKI: Takie sytuacje są bardzo miłe, chociaż kiedy tego jest za dużo, może być to męczące. To zatacza szerokie kręgi – od naprawdę fajnych sytuacji, w których ktoś cię rozpoznaje i spotyka cię coś fajnego, po sytuacje, w których ktoś cię rozpoznaje i jest odwrotnie. Możesz usłyszeć teksty: ej, ale ty wyglądasz brzydko w rzeczywistości, na zdjęciu jesteś dużo ładniejszy. (śmiech)

Mówi się, że sukces ma wiele matek i ojców, chyba wielkim ryzykiem nie będzie, jeśli powiem, że jednym z ojców sukcesu Much jest Piotr Stelmach. Można śmiało powiedzieć, że dzięki niemu kariera zespołu nabrała rozpędu.

MW. Zdecydowanie tak. Nawiąże do Twojego pierwszego pytania o moment, w którym się wszystko zaczęło. Na początku września 2006 odebrałem telefon z nieznanego numeru. Okazało się, że dzwonił Piotr Stelmach i zapraszał nas na pierwszą „Offensywę”. Bardzo dużo się wtedy zmieniło, miałem wówczas dość nieciekawy moment w życiu osobistym, zatem ten telefon dał wiele zarówno mnie jak i zespołowi.

PM: Do tej pory mamy dużo szczęścia do ludzi. Ojców tego sukcesu jest naprawdę wielu, część z nich została wymieniona we wkładce do płyty, lecz i tak to nie wszyscy.

SW: Absolutnie trzeba wspomnieć, o kolejnym, może nawet najważniejszym tatusiu, czyli o naszym menadżerze Łukaszu Mincie. Dzięki niemu zrobiliśmy naprawdę kolosalny krok do przodu.

PM: Trafiliśmy na siebie w idealnym czasie. Była taka chwila, kiedy mieliśmy poczucie, że sami, bez niczyjej pomocy, dalej już nie zajdziemy. No i znalazł się taki ktoś i tak współpracujemy razem do tej pory.

Ważnymi etapami na mapie Waszej dotychczasowej działalności była wspólna trasa z Hey i koncert przed Editors. Jak wspominacie te wydarzenia?

PM: Koncert przed Editors kojarzy nam się z nerwową atmosferą i pośpiechem, ale była bardzo dobra organizacja, wspaniała publiczność i wielka przyjemność grania. Trasa z Heyem pod każdym względem przerosła nasze wszelkie oczekiwania zarówno organizacyjnie, technicznie, artystycznie jak i towarzyskie – było po prostu świetnie.

A teraz staliście się samodzielni.

PM: Trasa z Hey była poligonem, przygotowaniem gruntu pod zagranie własnej, samodzielnej trasy.

SW: Przy czym bardzo kochamy ten poligon. Wiele dobrego udało nam się z niego wynieść.

Muchy - Fot. Marcin Cecko

Fot. Marcin Cecko

W Polsce wciąż nie ma miejsca dla młodych wykonawców. Wasz przykład pokazuje, że nawet, jeśli ma się obiecujący materiał i przychylną prasę, wcale nie jest powiedziane, że spotka się on z wielkim zainteresowaniem wytwórni. Czy jednak się może mylę?

SW. Niestety, to prawda. Wytwórnie są zainteresowane tylko i wyłącznie robieniem pieniędzy. Dla nich młody wartościowy artystycznie wykonawca nie jest interesujący. Potrzebują produktu, wkłada w niego pieniądze. Na przykład robi się operację plastyczną jakiejś pani, farbuje na jasny kolor włosów, itd.

PM: Tak, ale robi się to po, żeby wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy i trudno im się dziwić, bo są do tego powołani i ich pracą jest zarabianie pieniędzy na muzyce.

MW: Jednak zobaczmy, jak takie zespoły czy wykonawcy kończą. Najczęściej są to koncerty na dniach miastach czy dożynkach.

PM: Rzeczywiście przez pewien czas funkcjonowaliśmy w obiegu zupełnie pozamedialnym, w zasadzie tylko internetowym. W końcu wydaliśmy debiutancką płytę i być może wydamy następne. Debiutantom jest bardzo ciężko, młode zespoły wciąż mają ogromne problemy z oficjalnym zaistnieniem na rynku.

Jesteście zadowoleni ze współpracy z Polskim Radiem. Jak wspominacie sesję nagraniową, wiążą się z nią jakieś rozczarowania?

PM: Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Polskim Radiem. Nie ma żadnych rozczarowań. Przede wszystkim nie wiedzieliśmy czego spodziewać. Polskie Radio jest wydawcą, który bardzo mało ingeruje w sprawy artystyczne. Robią swoje – produkują, dystrybuują płytę, do tego oczywiście dochodzą działania promocyjne. A my też robimy swoje – nagrywamy, gramy koncerty i uśmiechamy się na zdjęciach.

Większość utworów, która znalazła się na debiucie, znana już była wcześniej słuchaczom – choćby z Waszej demówki „Galanteria”. Zatem jak wyglądała praca przy „Terroromansie”?

PM: Z „Galanterii” pochodzą tylko dwa utwory, także nie aż tak dużo. Natomiast rzeczywiście większość utworów znana była wcześniej.

SW: Sesja nagraniowa trwała dwa miesiące. Do końca września 2007 roku, mieliśmy zarejestrowany cały materiał, mniej więcej do połowy października trwało ostateczne szlifowanie. Natomiast samo techniczne nagranie muzyki zajęło nam trzynaście dni.

Coś mi podpowiada, że ostatni kawałek na płycie „111” powstał pod sam koniec nagrań.

SW: Tak, dokładnie.

MW: Ten utwór zaaranżowany został jako ostatni.

Zapytałem, bo bez wątpienia „111” najbardziej odbiega od całości, mocno wyeksponowana gitara akustyczna, waltornia. Z jednej strony może on być wynikiem doświadczeń z kwietniowego koncertu akustycznego, a z drugiej zapowiedzią kierunku, w którym Muchy podążą w przyszłości?

MW: Ani jedno, ani drugie (śmiech)

PN: „111” jest jedynym przypadkiem na płycie, kiedy nie mieliśmy pomysłu wchodząc do studia. Większość pomysłów, takich czysto aranżacyjnych zrodziła się już w trakcie nagrywania tej piosenki. A jeśli chodzi o to, czy jest to wyznacznik jakiejkolwiek drogi, to nie sądzę. To jest utwór, który naszym zdaniem dobrze zamyka płytę, idealnie nadawał się na zakończenie i nie świadczy, że w takim kierunku pójdziemy dalej. Sami jeszcze nie wiemy, gdzie podążymy.

W takim razie zdradźcie, co oznacza tytuł „111”.

SW: Ten utwór jest dla nas niezwykle istotny, jest bardzo osobisty. Tytuł „111”, nie przypadkowo może się kojarzyć z datą pierwszego listopada, jest to data samobójczej śmierci mojego kuzyna, również w niedługim czasie skończyła ze sobą nasza przyjaciółka.

MW: W krótkim czasie odeszły od nas dwie bliskie osoby i stąd ta piosenka.

Muchy - Fot. Marcin Cecko

Fot. Marcin Cecko

Moglibyście bliżej nakreślić, co oznacza tytułowa zbitka słów terror i romans?

SW: Właściwie to znaczy dokładnie to, co byś chciał, aby oznaczała.

A jaka jest Wasza interpretacja?

SW: Nie mamy jednoznacznej definicji, którą chcielibyśmy narzucać i uważamy, że to znaczy tylko jedno i to samo. Każdy ma swój Terroromans. Możesz odnieść to do relacji damsko-męskich, ale z drugiej strony możesz odnieść to do sytuacji światowej gospodarki.

PM: Można ją rozpatrywać na bardzo różnych poziomach. Równie dobrze można powiedzieć, że to jest tylko słowo, które brzmi fajnie, chwytliwie i to też będzie prawda.

Głównym tematem „Terroromansu” są skomplikowane relacje damsko-męskie.

PM: Michał zawsze się obraża, jeśli mówi się, że jego teksty są tylko o dziewczynach i chłopcach.

Jednak pod tą warstwą pojawia się komentarz do otaczającej nas rzeczywistości. Przestrzeni, która w Waszych utworach niekoniecznie jest pozytywna.

SW: Zwłaszcza w „Fototapecie”. To właściwie jedyny tak mocno społeczny tekst na płycie..

PM: Tak, jak powiedziałem – Michał obraża się, kiedy sprowadza się jego teksty jedynie do spraw damsko-męskich. Choć jest w tym dużo prawdy, to oczywiście motyw dominujący. Który równie dobrze możesz sprowadzić do relacji męsko-męskich, czy damsko-damskich, jeśli mówimy o piosenkach o miłości, to niech będą dla każdego.

Opisując skomplikowane zależności, musieliście dojść do ciekawych wniosków. Jak widzicie nasze pokolenie?

PM: Nie wiem. Nie mamy ambicji socjologiczno-filozoficzno-ideologicznych, nie czujemy się głosami pokolenia. Nie poczuwamy się do roli misjonarskiej, do której kilka lat temu aspirowali nasi koledzy z Cool Kids Of Death. Dlatego będziemy się raczej wykręcać od odpowiedzi na tego typu pytania. Na pewno nie ma chyba jednej kategorii, którą można opisać dane pokolenie. Świat się indywidualizuje.

Wasz debiut narobił sporego zamieszania na rodzimej gitarowej scenie. Szturmem zdobyliście wiele wyróżnień, mocno nacisnęliście na pięty dotychczasowym przodownikom z The Car Is On Fire czy Cool Kids Of Deth. Sukces potrafi często rodzić wrogów. Jak wyglądają Wasze relacje z innymi zespołami, czujecie jakieś przepychanki, uszczypnięcia?

PM: Nie. Nasze relacje z innymi zespołami zazwyczaj są dobre, czasami bardzo dobre.

Czyli postawiłem mylną tezę?

PM: Zawsze mogą się przytrafić jakieś animozje, ale nie muszą wynikać z tego, że komuś coś się udało a innemu nie. Nie mamy takich problemów, ale wcale nie jest wykluczone, że ktoś ma problem z tym, że nasza płyta została dobrze przyjęta, a jego płyta nie. Ale to nie jest już pytanie do nas.

MW: To, że udało się nam wysunąć przed szereg, odczuwamy raczej w postaci większej frekwencji na koncertach, reakcji ludzi na forach internetowych czy miłych przypadkach rozpoznania na ulicy.

PM: Poza tym, wiadomo, że proporcjonalnie do ilości zwolenników rośnie liczba wrogów. Od tego się nie ucieknie.

Cały ten szum medialny jeszcze przed Waszym debiutem z jednej strony musiał być bardzo miły, ale z drugiej strony szalenie stresujący.

MW: Owszem. To bardzo duża presja. Ludzie patrzą nam na ręce, czekają na to, co teraz zrobimy, kiedy się wyłożymy. Na razie mam wrażenie, że się nie wyłożyliśmy i oby było tak było dalej.

PM: Presję odczuwaliśmy w dwojaki sposób – była mobilizująca i czasami trochę paraliżująca. Nie byliśmy przez cały ten czas przekonani, czy spełniamy oczekiwania.

Odczuwacie presję związaną z kolejnym albumem?

PM: Odczuwamy. Tylko, że nie mieliśmy jeszcze czasu, aby o nim pomyśleć.

Kiedy można się spodziewać drugiego albumu? Nagrywacie już jakiś materiał?

PM: Absolutnie nic nie nagrywamy, nie mamy jeszcze żadnej nowej skończonej piosenki, po prostu nie było na to czasu. Wiele osób nas o to pyta i niestety mamy dla wszystkich tę samą odpowiedź – jeszcze nic w tej sprawie się nie dzieje.

Rozmawiał: Paweł Andrzejewski

Muchy – Michał Wiraszko – śpiew, gitara, teksty, Piotr Maciejewski – gitara, śpiew, instrumenty klawiszowe, Tomasz Skórka – gitara basowa, Szymon Waliszewski – perkusja. Zespół założony w Poznaniu w 2004 roku przez Michała Wiraszkę, Piotra Maciejewskiego i Szymona Waliszewskiego. W 2005 roku na składance „Tribute to Partia” ukazał się cover utworu „Nieprzytomna z bólu”. Pierwszy singiel zespołu pt. „Miasto doznań” osiągnął w maju 2007 r. 7. miejsce na prowadzonej przez Marka Niedźwieckiego Liście Przebojów Polskiego Radia 3. 19 listopada ukazał się debiutancki album grupy „Terroromans”.

www.myspace.com/muchyband

Reklamy

Written by teskko

Marzec 7, 2008 @ 8:23 am

Napisane w muzyka

Tagged with , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: