Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

„Control” Antona Corbijna – film introwertyczny

leave a comment »

Control

Scenariusz „Control” napisany przez Matta Greenhalgha na podstawie książki „Joy Division i Ian Curtis – przejmujący z oddali” – autorstwa żony Iana – można porównać do ledwie zarysowanego szkicu, którego z bliska za przejmujący uznać nie sposób. Wszystkie elementy pełnowartościowej historii są tu wprawdzie sygnalizowane, ale nie mają rozwinięcia. Rozbudowanie poszczególnych nitek fabularnych dosłownie pomija się w filmie milczeniem. Reżyser w takiej sytuacji musi się nieźle napocić, żeby widzowie nie zwrócili na ten fakt nadmiernej uwagi.Antona Corbijna nie można jednak mianować reżyserem stricte – nigdy nie rozwinął na ekranie żadnej pełnowymiarowej fabuły, bo zajmował się do tej pory tworzeniem filmów muzycznych i krótkometrażowych.

Przyzwyczajony do opowiadania obrazem i tekstami piosenek, przeniósł odruchowo taki sposób realizacji na „Control”, co okazuje się być zgrabnym unikiem przed fatalnymi skutkami awarii scenariusza. Jednak potencjalnego miłośnika wysokorozwiniętych fabuł, film z pewnością nie zadowoli. Momentów niedosytu, spowodowanych brakiem zjadliwych dialogów, nie da się do końca zapchać tekstami piosenek Iana Curtisa. A powierzchowne przełożenia ich treści na ukazane na ekranie wydarzenia, nie są w stanie zastąpić psychologii i emocji, które kierowały liderem Joy Division. Formalizm filmu jest zbyt prosty. Scena patrzenia na sznurki na bieliznę, skonstruowana na zasadzie chwytu rodem z Czechowa, jest nadmiernie dosadna. Razi w oczy kilkukrotne stawianie bohatera w bliźniaczo podobnych sytuacjach, po to, by Ian raz mógł stwierdzić, że coś mu się podoba, a innym razem, że już tego nie chce. I gdyby nie kwestia szczęścia do obsady, Curtis w wydaniu zaserwowanym przez „Control” mógłby okazać się rozpuszczonym dzieciakiem z manią prześladowczego losu.

Control

Sam Riley udźwignął ogromny ciężar tej roli i tylko dzięki niemu, płaska na papierze postać odzyskała należny jej trójwymiar. Hipnotyzujące sceny koncertów czy wystąpień telewizyjnych nadrabiają z nawiązką wyblakły wątek życia uczuciowego Iana. Postaci kobiet – nawet tych rzekomo niezależnych – pozbawiono rysów indywidualnych. Kręcą się one bezrefleksyjnie dookoła bohatera odarte z możliwości wywierania jakiegokolwiek wpływu. Na ich tle lider Joy Division faktycznie może się wydawać osobowością wyjątkowo skomplikowaną.

Konstrukcja postaci Iana rozczarowuje, gdy patrzy się na nią obiektywnie, bez oglądania się na tło. Brak rozbudowania sygnalizowanych wątków – lęk przed opuszczaniem miasta, którego nienawidzi, postępująca utrata kontroli nad swoim ciałem, zderzenie z rzeczywistością, która każdą rzecz potrafi uczynić brzydką, gdy się do niej bliżej podejdzie, czy stopniowe dochodzenie do punktu, w którym życiu mówi się NIE, motywowane nie lękiem, a brakiem nadziei – daje nieodparte wrażenie ślizgania się po powierzchni, przez co film nie jest w żadnym stopniu problemowy. Dla widzów, którzy nie znali historii Iana Curtisa „Control” nie stawia ważnych pytań, a tym zaznajomionym z życiem i twórczością lidera Joy Division nie udziela odpowiedzi. Mam wrażenie, że Anton Corbijn postanowił zrealizować ten film w zgodzie z Ian’em, który prawie wszystko chował w środku. „Control” jest jednak zbyt introwertyczny i mówi o bohaterze zdecydowanie za mało.

Control

Matt Greenhalgh miał szczęście, że wokół zespołu krążyło wielu ekspresyjnych osobników, którzy ubarwili zarówno monochromatyczny pejzaż fabrycznego Manchesteru, jak i jego scenariusz. Craig Parkinson w roli Tony Wilsona jest nie mniej przekonujący niż Steve Coogan grający tę postać w „24Hour Party People”. Także menadżera zespołu oraz wszystkich członków grupy udało się zarysować grubą kreską w przeciągu jednego wypowiedzianego przez nich zdania. Tym bardziej kontrastuje to postaci kobiece, które wyróżnia uporczywy brak ostrości – zlewanie się z szarym tłem ponurego miasta.

Jednak, pomimo wielu niedociągnięć, „Control” ogląda się momentami z zapartym tchem i chyba jest to kwestia zaliczenia go w nurt biografii wielkich i utalentowanych, którzy żyli za szybko i zbyt młodo umarli. Utwory tego rodzaju posiadają wszelkie cechy filmów gatunkowych, dlatego widz zawsze dostaje to, czego się spodziewa i co go w wystarczającym stopniu usatysfakcjonuje.

Tekst: Kalina Cybulska

Control
Reżyseria: Anton Corbijn
Scenariusz: Matt Greenhalgh Deborah Curtis
Występują: Sam Riley, Samantha Morton, Alexandra Maria Lara
Muzyka: Joy Division
Wielka Brytania, 2007

Reklamy

Written by teskko

Marzec 8, 2008 @ 10:44 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: