Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Kane + Jarzyna – Życie jako śmiertelna choroba….

2 komentarze

Sarah Kane

Ona – 9 lat temu, 20 lutego 1999 roku popełniła samobójstwo. Powiesiła się na własnych sznurówkach na drzwiach toalety londyńskiego szpitala King’s College, do którego trafiła dwa dni wcześniej. Zostawiła po sobie ostatnią sztukę teatralną: „4.48 Psychosis”, ukończoną parę tygodni przed śmiercią. Przez jednych zwaną „pożegnalnym listem” autorki, przez innych- zapisem postępującej choroby psychicznej.

On– 3 lata po jej śmierci, 22 lutego 2002 roku, w warszawskim Teatrze Rozmaitości wystawił jej tekst. Zanurzony w metaforycznej przestrzeni, jakby w czeluściach ludzkiej psychiki. Mimo to, boleśnie obnażający prawdę o świecie, w jakim przyszło nam żyć. Po premierze nie było braw, uśmiechów, ani kwiatów. Tylko ciemność i cisza.

Sarah Kane urodzona w 1971 roku w Brentwood, wychowana przez głęboko wierzących ewangelików- nauczycielkę i dziennikarza Daily Mirror. Swoją twórczością wywołała skandal w środowisku teatralnym. Okrzyknięta przedstawicielką nowego brutalizmu, regularnie mieszana z błotem przez dużą część krytyków. Drastyczne sceny gwałtów, okaleczania, kanibalizmu i morderstw, wisielczy humor i wulgarny język jej tekstów, były dla większości materią co najmniej ciężkostrawną. Na pewno nie pozwalały na obojętność. Wystawienie jej pierwszej sztuki- „Zbombardowanych”(„Blasted”) w 1995 roku sprowokowało lawinę dyskusji. Recenzenci, zaszokowani formą dramatu nie zadali sobie najmniejszego trudu, by wniknąć głębiej i dostrzec jej przekaz. Ona pisała dalej. Przelewając na papier niezrozumienie i brak akceptacji dla świata, w którym przyszło jej żyć. Czerpiąc, nie – jak niektórzy skłonni byli sądzić – ze swojej chorej wyobraźni, lecz codziennych prasowych i telewizyjnych doniesień. Nie zgadzała się na rzeczywistość. Dlatego głośno krzyczała o tym, co jeden człowiek potrafi zrobić drugiemu. O naszej potrzebie miłości i niezdolności do kochania. Chciała obudzić ludzi z emocjonalnego odrętwienia. Oni woleli ją przekrzyczeć, by zagłuszyć w sobie jej głos. Ale oprócz przeciwników znaleźli się również gorliwi obrońcy, a wśród nich Harold Pinter – jeden z największych dramaturgów brytyjskich. Zauważył, że Kane stawia czoło „najbardziej aktualnym, prawdziwym, groźnym i bolesnym problemom współczesności”. Zdążyła stworzyć jeszcze 4 teatralne sztuki- „Miłość Fedry” (Phaedra’s Love, 1996), „Oczyszczonych” (Cleansed, 1998) , „Łaknąć” (Crave, 1998) i wspomnianą już „4. 48 Psychosis”. Po długim czasie zmagania się z chorobą, przez lekarzy nazwaną „depresją” postanowiła rozstać się z życiem. „Nie pragnę śmierci. Żaden samobójca jej nie pragnął.”- powiedziała w swoim ostatnim tekście. Ale ból istnienia był silniejszy od instynktu przetrwania.

Grzegorz Jarzyna, urodzony w 1968 roku w Chorzowie, debiutował jako reżyser teatralny w latach 90, tak samo, jak brytyjska dramatopisarka. Jeden z najbardziej znanych artystów swojego pokolenia. Debiutował w Rozmaitościach „Bzikiem tropikalnym” wg Witkacego w 1997. Potem były słynne „Niezidentyfikowane szczątki ludzkie” Frasera, reinterpretacja „Iwony, księżniczki Burgunda” Gombrowicza i „Magnetyzm serca” wg „Ślubów panieńskich” Fredry. Podzielił polskich krytyków na zwolenników i przeciwników „młodszych zdolniejszych” w teatrze polskim i zrobił wokół siebie wiele medialnego zamieszania. Złośliwi twierdzą, że „wyreżyserował się sam”. Kiedyś każdy spektakl sygnował innym pseudonimem artystycznym- Horst Leszczuk, Brokenhorst, Sylwia Torsh,czy Mikołaj Warianow. Dziś nie ukrywa się już pod wymyślnymi nazwami- Jarzyna, tak po prostu. „4. 48 Psychosis”wystawił jako „+”.

Można było niepokoić się o efekt zetknięcia dwóch takich osobowości. Jednak wspólny mianownik Kane i Jarzyny to wrażliwość, nie tylko artystyczna. Z ciągłego tekstu autorki, który mógł być czytany jako monodram, reżyser wyodrębnił postaci sztuki – główną bohaterkę, jej kochankę, przyjaciela i lekarzy. Lecz mimo fizycznej obecności aktorów na scenie, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy są częścią rzeczywistości, czy wytworem wyobraźni granej przez Magdalenę Cielecką pacjentki szpitala psychiatrycznego. Nawet realność miejsca akcji łatwo zakwestionować. Świat złożony z onirycznych wizji i zakrapianych alkoholem majaków. Świat, nieuchronnie zmierzający ku końcowi, do którego odliczanie rozpoczął beznamiętny spiker.

Każde kolejne spotkanie bohaterki z innym człowiekiem będzie rozpaczliwą próbą chwytania się nadziei, która już dawno zgasła. W końcu oskarżeń rzucanych w kierunku niewidocznego…Boga? Za to, że pozwolił, za to, że nie widzi, za to, że go nie ma wtedy, gdy powinien być. Lekarze potrafią tylko zapisywać kolejne dawki nowych leków. „Nie ma na ziemi takiego leku, który nadałby sens życiu”. Lęk i rozpacz pchają do samobójstwa. Napięcie rośnie, a odliczania nie można zatrzymać. W jednej z najpiękniejszych scen, kaskady białych cyfr spadających po ścianie nagle zaleją przestrzeń i wszystkie znajdujące się na niej sprzęty, wraz z główną bohaterką. Szaleństwo osiąga apogeum.

Poetycki klimat spektaklowi nadaje melancholijnie sączące się na scenę światło, którego reżyserią zajęła się Felice Ross i surowa przestrzeń zbudowana przez Małgorzatę Szczęśniak oraz psychodeliczna muzyka Pawła Mykietyna. Oszczędna w środkach gra Magdaleny Cieleckiej pozwala reżyserowi precyzyjnie dozować napięcie i odcinać widzom tlen. Każda minuta w teatralnym fotelu dłuży się niemiłosiernie, gdy Cielecka naga i wyczerpana krzyczy: „Utwierdź mnie. Dostrzeż mnie. Zobacz mnie. Uwolnij mnie”. Ale nikt nie odpowiada.

Granica między życiem, a śmiercią, którą symbolizował przezroczysty mur już dawno przesunęła się z jednego końca sceny na drugi. „Ostateczna kapitulacja. Ostateczna klęska”, a spiker wciąż cedzi: „2…2…2…”. Światło na widowni powoli się zapala, ale nie ma w nim ani iskierki nadziei. Aktorzy nie wyjdą na proscenium, by pokazać, że są cali, zdrowi i uśmiechnięci. Bo spektakl Jarzyny nie jest o tym, jak jedna dramatopisarka popełniła samobójstwo. „2…2…2…” – odliczanie nigdy się nie kończy, jakby ta pojedyncza śmierć nie była kresem. Dopóki Ziemia jeszcze się kręci, czas zatacza koło. Niezgoda na siebie, niezgoda na świat- każdego dnia ktoś choruje na życie. A choroba ta jest śmiertelna.

Tekst: Katarzyna Koślacz

Sarah Kane
„Psychosis 4. 48”
reż. Grzegorz Jarzyna
Premiera: 8 lutego 2002 – Teatr Polski w Poznaniu; 22 lutego 2002 – TR Warszawa

Advertisements

Written by marlenax

Marzec 17, 2008 @ 10:53 am

komentarze 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. fragmenty tego tekstu dotyczące s. kane są łudząco podobne do artykułu z „Wysokich Obcasów” z 2001 roku… Przypadek? Dla porównania tekst oryginału: http://www.teatry.art.pl/portrety/sara_kane/skane.htm.

    kula_w_plot

    Marzec 23, 2008 at 10:29 pm

  2. ???nie widze podobienstw poza tym, ze to 2 teksty o tej samej osobie, wiec mimowolnie sa poniekad o tym samym???

    adolf h

    Czerwiec 14, 2008 at 11:01 am


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: