Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Droga do przebaczenia

leave a comment »

droga121.jpg

Czasem niespodziewany splot wydarzeń, potrafi sprawić, że wszystko się odmieni. Na lepsze lub gorsze. Przekonywał o tym Kieślowski, za nim powtarzał te prawdę Tykwer, czy ostatnimi czasy Inarritu. Terry George w „Drodze do przebaczenia” usilnie próbuje nawiązać dialog z poprzednikami. Wielka szkoda, że w jego ustach znajduje się tak niewiele własnych słów. Większość stanowi kalkę. Bywa, że nieudolną.

George zgromadził na ekranie plejadę osobistości aktorskich. Wszyscy znajdują się na fali wznoszącej – ich kolejne role są coraz ciekawsze, bardziej złożone (Mark Ruffalo, Joaquin Phoenix) lub przynajmniej w niczym nie ustępują wcześniejszym dokonaniom (Jennifer Connelly, Mira Sorvino). Bestsellerowa powieść Johna Burnhama Schwartza stanowiła nie lada okazję do zaprezentowania nietuzinkowych talentów odtwórców głównych ról, a samemu reżyserowi mogła zagwarantować bilet do ekstraklasy Hollywood.

Terry George, który oprócz reżyserii zajął się również napisaniem scenariusza do filmu – wespół z autorem książkowego oryginału, postanowił odpuścić sobie długie wstępy. Inicjuje historię kilkoma obrazkami życia idyllicznego (rodzina Learnerów) oraz żywota nieco pokręconego, ale mimo to dającego radość (Dwight Arno i jego syn). Po minimalistycznej ekspozycji niemal natychmiastowo rzuca widzów w wir wydarzeń – Arno (coraz trafniej dobierający scenariusze Ruffalo) powoduje wypadek samochodowy, w którym potrącony zostaje syn Ethana Learnera (Phoenix). Wkrótce 10-letni Josh umiera, a zbiegły z miejsca zdarzenia Dwight wcale nie kwapi się, by ponieść konsekwencje swojego postępowania.

Reżyser każe nam sądzić, że przed tragiczną nocą małżeństwo Ethana i Grace Learnerów należało do perfekcyjnych – w ekspozycji kreśli jedynie powierzchowny zarys sielanki, unika zagłębiania się w detale. Szczegółowo analizuje dopiero powolny rozkład rodziny, wzajemne oddalanie się małżonków, niepotrafiących udźwignąć niesionego ciężaru śmierci dziecka. Ethan rozpoczyna na własną rękę poszukiwać zabójcy, poprzez internet odnajduje podobnych mu desperatów, niezadowolonych z działania organów ścigania. Wszystko, aby zagłuszyć rozpacz po śmierci Josha. Z kolei jego żona popada w depresję. Ironia losu – oraz wola scenarzysty – chce, że, gdy ojciec rodziny Learnerów zacznie szukać pomocy u prawników, którzy będą mieli za zadanie wpłynąć na efektywniejsze działanie policji, trafi do zabójcy – Dwight Arno pracuje w kancelarii prawniczej.

Z dwojga protagonistów znacznie ciekawiej zarysowany jest bohater grany przez Ruffalo. Przede wszystkim intryguje niewiedza, czy zżerają go wyrzuty sumienia, czy jedynie obawia się zdemaskowania jako sprawcy. Aktor kreuje swoją rolę w taki sposób, że naprawdę niezmiernie trudno tego dociec. Postać Dwighta przynosi też ze sobą bardziej nośną historię – to facet przegrany życiowo, po rozwodzie (jego byłą żonę znakomicie zagrała wspomniana Mira Sorvino), który w życiu nieustannie dokądś biegnie, do końca nie wiedząc dokąd i w jakim celu. Chyba, że po to, aby uciec, bo liczy się dla niego tylko syn, z którym namiętnie ogląda mecze baseballa. Nie ma niczego ponadto, znaczącego cokolwiek w oczach Arno. Ethan Learner natomiast na początku swojej drogi jawi się jako, sztampowy niemal, cierpiący ojciec – postać skonstruowana zupełnie bez wyrazu. Stopniowo – co nie jest dlań żadnym novum – Joaquin Phoenix walczy o bohatera, naprowadzając go na odpowiednie tory.

Nieźle wypadają podszepty z internetowego forum osób, które straciły bliskich w wypadkach samochodowych, a sprawcy przestępstwa zbiegli z miejsca kraksy. Wyzyskanie sprawiedliwości ma przynieść Learnerowi upragnione ukojenie. Pochłonięty, niczym Charles Bronson w „Życzeniu śmierci”, żądzą zemsty, Ethan przestaje zajmować się pozostałymi przy życiu członkami własnej rodziny. Znamienne, że w familii Learnerów z nagłą śmiercią Josha zdaje się najlepiej sobie radzić jego siostra Emma, która na szkolnym występie dedykuje zmarłemu bratu utwór, ale w życiu codziennym stara się podążać do przodu.

droga2.jpg

Bez wątpienia sama historia z „Drogi do przebaczenia” jest wtórna – choćby w „21 gramach” Alejandro Gonzalez Inarritu opowiedział o pokutowaniu za winy, w dodatku powiązane z samochodowym wypadkiem, daleko sprawniej, także jeżeli chodzi o formę. U George’a zdarzają się zmiany perspektywy – wtedy na chwilę patrzymy na świat oczyma przerażonego Dwighta lub rozsypującego się Ethana. Ale jest ich zbyt mało, by przyciągnąć widza szukającego wizualnych atrakcji. Zaniechanie przezroczystości formalnej przynosi jedynie skutek w postaci krótkotrwałego skołowania odbiorcy.

Emocje drzemiące w tej dramatycznej sytuacji również w dużej mierze pozostają ukryte. Reżyserowi nie udaje się ich wyzwolić. Mało w tym winy aktorów, którzy tylko kilkakrotnie – szczególnie Connelly w duecie z Phoeniksem, podczas sceny kłótni na balkonie wypadają teatralnie – mają kłopoty z odpowiednią ekspresją. Więcej winy leży po stronie skryptu, który metodycznie wikła bohaterów w zaplanowane z góry sytuacje, nie oferując żadnej przekonującej wolty. Rozwiązanie daje się przewidzieć wiele minut wprzód, a i wnioski, płynące z finału, są tak nie odkrywcze, że, w trosce o przyszłą karierę Terry’ego George’a, nie będę ich tutaj prezentował. Jednak Markowi Ruffalo należy się burza oklasków. To już druga jego – po roli detektywa Dave’a Toschiego w „Zodiaku” Davida Finchera – ubiegłoroczna kreacja, zupełnie niezauważona przez Akademię. Wielki błąd.

Tekst: Lech Moliński

Tytuł: Droga do przebaczenia/ Reservation road
Reżyseria: Terry George
Występują: Joaquin Phoenix, Mark Ruffalo, Jennifer Connelly, Mira Sorvino

Advertisements

Written by lem

Marzec 20, 2008 @ 12:23 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: