Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Rosyjsko – polskie „Zbliżenia” – relacja

leave a comment »


elektryczka.jpg

Spore zainteresowanie, transferowanym do Kina Warszawa, Pokazem Młodego Kina „Zbliżenia”, pozwala przypuszczać, że decyzja była słuszna. Kolejne edycje udowodnią, czy to zasługa samego cyklu, czy raczej filmów z projektu „Rosja-Polska. Nowe Spojrzenie” oraz premiery obrazu „Raz, dwa, trzy” Aleksandry Ząb – nagrodzonego w konkursie Doliny Kreatywnej.

Wspomniany tuż powyżej film bez wątpienia przyciągnął rzeszę widzów – wszak świeży, doceniony, a autorka miejscowa. Na sali gościli również członkowie ekipy, na czele z reżyserką. O samym obrazie, inaugurującym filmową ucztę, nie mogę napisać zbyt wiele dobrego. Nie urzekła mnie historia głównej bohaterki, która straciła pamięć, co daje asumpt do nowego startu w życiu. Najważniejsze, że całość to wielka smuta, co staje się irytującą manierą w polskim kinie, zarówno w kinie dojrzałym, jak i u młodych twórców, dopiero startujących do prawdziwej kariery.

Aleksandra Ząb po projekcji pojawiła się na scenie Dużej Sali (początkowo pokaz miał odbywać się na Małej Sali, ale znaczna ilość sprzedanych biletów, sprawiła, że przeniesiono go do większego pomieszczenia). Przeprosiła za usterki techniczne – film był niedoświetlony, a z prawej strony przycięto kadr. Jak się później okazało, problem ten powtarzał się przy kolejnych filmach – winą obarczono przeniesienie pokazu do większej sali, co zdekomponowało wcześniejsze ustawienia, przystosowane do mniejszego ekranu.

Później doszło do kulminacji wieczoru, rozłożonej na pięć aktów – pięć filmów, zrealizowanych w ramach pierwszej edycji projektu „Rosja-Polska. Nowe Spojrzenie”. Inicjatywa, o której dziś, po blisko trzech latach od startu, śmiało rzec można, że odniosła sukces, miała cel niezwykle prosty – pokazać jak Polacy widzą Rosjan. I odwrotnie. Gotowe produkcje są owocem warsztatów dokumentalnych, w trakcie których młodzi filmowcy, patrzyli oczyma przybysza na mieszkańców obu krajów. Efekty są tak różne, jak odmienne są temperamenty twórców – zarówno podług podziału geograficznego, jak i indywidualnego.

Zacznę od lapidarnej notki na temat „Elektryczki” Macieja Cuskego. Na pewno w oczy rzuca się w filmie, że w pociągu, będącym miejscem akcji dokumentu, powszechny jest smutek wśród pasażerów. Trochę uśmiechu i radości wnoszą zarobkowi grajkowie, umilający podróżnym czas jazdy, ale i tak przez tę cienką warstwę śmiechu.

Nic odkrywczego nie mówi „Sacrum” Aliony Połuniny o tym, że w dzisiejszej religii na dalszy plan spychane są przeżycia mistyczne, a nad nie przedkłada się całą towarzysko-zabawową otoczkę wiary, wiemy już nie od dziś. Obśmiewać bezrefleksyjnych katolików jest niezmiernie łatwo. Strategia taka wpisuje się we współczesne tendencje sztuki. Ja łaknę dla odmiany próby zrozumienia takich postaw ludzi wierzących w Boga, bo taniej prześmiewczości mamy aż w nadmiarze. Film młodej Rosjanki pozostaje jedynie kliszą postaw obecnych w mediach, kulturze i sztuce. Przez to sam jest bezrefleksyjny.

aliona_polunina.jpg

Wśród piątki obrazów znalazły się również „Nasiona” Wojciecha Kasperskiego, jeden z najchętniej nagradzanych na całym świecie rodzimych filmów. Prosty, można by rzec – ascetyczny – dokument o ubogiej rodzinie rosyjskiej, wyrzuconej poza nawias społeczeństwa, robi piorunujące wrażenie. Reżyser cały czas stara się być blisko bohaterów, kreśląc intymny portret dalekiej od ideału familii. Umiejętnie wyzyskuje toksykę tkwiącą w relacjach między bohaterami. Mąż zajmuje się domem – potrawy pichci z wykwitów własnego ogródka, co okupuje problemami zdrowotnymi. Żona jest wybuchowa – tłumaczy wyzutą z empatii (nie ma skrupułów, by potraktować kopniakiem kotka, który staje na jej drodze) życiową partnerkę.

Wiki, jesteś szczęśliwą kobietą? – pyta zza kadru w finale swego filmu tytułową bohaterkę reżyserka Barbara Białowąs. „Moskiewska żona” milczy. Przewraca oczami. To najwymowniejsza odpowiedź. Wiktoria Markina przez 17 minut trwania dokumentu opowiada o swoim codziennym życiu, o własnej aktywności, o realizowaniu filmów, życiu małżonki rosyjskiego oligarchy. Jednak to wszystko poza. Siłą „Moskiewskiej żony” są nieliczne momenty – jak ten finałowy – kiedy reżyserce udaje się patrzeć przez zasłonę pozorów i widz może dostrzec usilne starania Wiki, by nadać własnemu żywotowi głębię. Próby zamaskowania samotności i egzystencjalnej pustki.

Irina Wołkowa w swoim dokumencie „Mój Kieślowski” rozmawia z córką Krzysztofa Kieślowskiego. Mało o artystycznym dorobku autora „Dekalogu”, więcej o relacji łączących Martę Hryniak z ojcem. Kobieta żałuje, że Kieślowski umarł tak młodo, przez co nie była w stanie go zrozumieć, pojąć jego życiowej filozofii.

Jeśli zadać sobie trud poszukania motywu przewodniego, jakiegoś spoiwa, wzajemnie łączącego wszystkie filmy, niemal automatycznie nasuwa się jeden wniosek: smutek. Niewesoło było też, gdy pokaz dobiegł końca. Teraz pozostaje czekać na następną edycję „Zbliżeń” – wtedy do Wrocławia grupa Sky Piastowskie.

tekst: Lech Moliński

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: