Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Dzikość czasu

leave a comment »

Unoszące się w powietrzu zapachy zatrzymują się, trwają i nagle, w mgnieniu oka, połyka je jaskrawy pejzaż. Błękitna sadzawka cienia, jasny brąz kory, słoneczniki, ziarenka maku, zieleń i cisza – to obraz Indii Kiran Desai z „Zadymy w dzikim sadzie”. Laureatka prestiżowej Booker Prize, za opublikowaną w 2006 roku powieść „Brzemię rzeczy utraconych”, zadebiutowała „Zadymą w dzikim sadzie” przed dziesięcioma laty.

Desai uwodzi czytelnika plastycznym językiem, odtwarzając nim fakturę, barwę, dźwięki orientu. Tworzy gęstą, duszną atmosferę, jak przed letnią burzą. Czy doczekamy się deszczu? Od tego pytania rozpoczyna się historia rodziny. Kulfi rodzi syna – Sampatha. To on staje się postacią pierwszoplanową, skupiając wokół siebie pozostałych członków rodziny. Wchodzący w dorosłość Sampath traci znienawidzoną posadę na poczcie i postanawia zamieszkać na drzewie guawy. Skryty, niepewny siebie i swoich pragnień, wśród liści szuka ucieczki od hałaśliwego świata. Jego niezwykła decyzja budzi zaciekawienie wśród mieszkańców Szahkot. Pielgrzymują do drzewa prosząc Sampatha o radę. Chłopiec zaskakuje ich znajomością intymnych szczegółów z ich życia, które zdobył podczas długich miesięcy pracy na poczcie. To właśnie tam, w upalne popołudnia, bez trudu rozklejał koperty, które miał za zadanie segregować i przeglądał ich zawartość. Nie kierowała nim żądza sensacji czy korzyści materialnych, a jedynie chęć wypełnienia pustego, powolnego czasu znudzonego urzędnika. Wieści o niezwykłych umiejętnościach młodzieńca roznoszą się a liczba pielgrzymów rośnie. Ojciec Samptaha, pan Chawla, mocno trzymający się rzeczywistości, początkowo rozdrażniony wybrykiem syna, odkrywa w nim wyśmienitą okazję do zarobku. Pod drzewem pojawiają się rozmaite stoiska oferujące napoje czy pamiątki, z których zysk czerpie głowa rodziny. Matka Sampatha, Kulfi, to postać ekscentryczna, skomplikowana, najsilniej związana z synem, rozumie jego niepokój. Stara się podnieść go na duchu gotując mu wymyślne, niezwykłe potrawy. To właśnie w rozmowie z matką Sampath potrafi się otworzyć. Kiedy ta pyta go w porze kolacji czy chce jajko, Sampath wyraża swoje uczucia krótko i szczerze: – Nie – odpowiedział. W piersi czuł wielkie serce. – Nie chcę jajka. Chcę wolności. Na tle rozterek chłopca kształtuje się też miłosna historia jego młodszej siostry Pinky, buntowniczej, jaskrawej, wprowadzającej w niezwykłe rodzinne życie dodatkowy zamęt.
Zadyma w dzikim sadzie jest powieścią niezwykłą. Jej ciepło, miękkość, przytulność z jednej strony potrafią uśpić, z drugiej zaś wprowadzić czytającego w stan bliski medytacji. Powietrze przesycone zapachem olejku do włosów, powolność wykonywanych codziennych czynności, zieleń, dojrzałość owoców – w opisie Desai pulsują, migoczą, drżą. Nie istnieją przedmioty martwe, wszystko łagodnie poddaje się działaniu czasu, rozkwita, dociera się, wpasowuje w siebie nawzajem. Leniwy język Desai nie wszystkim przypadnie do gustu. Dla przyzwyczajonych do dynamicznych, wartkich fabuł, tempo tej opowieści może być trudne do zaakceptowania.

Historia Sampatha traktuje o dojrzewaniu. Widzimy młodego mężczyznę uciekającego w samotność, poszukującego dystansu do siebie i świata. W ciszy nocy lepi kulki z ciepłego i plastycznego jeszcze wosku palącej się świecy. Patrzy w lustro, zastanawiając się czy jest piękny. Udzielając metaforycznych odpowiedzi pielgrzymującym sam poszukuje wśród nich takich, które mógłby odnieść do siebie. Powoli zdaje sobie sprawę jak krucha jest ludzka tożsamość, jak często poddaje się zmianom. Jej odkrywanie to proces ciągły, praca nad sobą, podejmowanie ryzyka, naruszanie wyznaczonych sobie granic. To też rewizja naszych pragnień, które z łatwością z marzeń mogą zmienić się w rozczarowania.
Opowieść Desai ma w sobie bajkowy morał, banalny, o którym jednak często zapominamy: nie da się zatrzymać czasu. Choć w Indiach pisarki płynie on wolniej i tam nie da się go zatrzymać. Dlatego warto pójść za radą Sampatha, czerpać z wszelkich pojawiających się możliwości. Jak pisze Desai: Pinky doszła do wniosku, że brat ma zupełną rację. Nie ma powodu tonąć w wiadrze łez ani siedzieć i cierpieć w samotności, niby jakiś wadliwy fajerwerk, zatrzymujący wszystkie iskry w swoim wnętrzu, gdy powinny wytrysnąć barwami na zewnątrz, w widowisku, które z pewnością da jakiś efekt, wywoła jakiś rodzaj eksplozji. A eksplozji – wiedziała o tym – zawsze towarzyszy pewien stopień satysfakcji.

Tekst: Ewa Oleszczuk

Kiran Desai
Zadyma w dzikim sadzie
Wydawnictwo: Znak, 2008 r.

Reklamy

Written by martap

Kwiecień 17, 2008 @ 6:46 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: