Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Magia codzienności

leave a comment »

„Once” to historia ulicznego muzykanta i czeskiej emigrantki sprzedającej kwiaty. Spotykają się przypadkiem na jednej z ulic Dublina, nie zdając sobie sprawy, że właśnie znaleźli kogoś z kim mogą podzielić się swoimi marzeniami. Ale on ma dziewczynę, która wyjechała do Londynu, a ona męża i małą córeczkę. Łączy ich miłość do muzyki, dzieli niemal wszystko. Mogą być razem tylko w swoich piosenkach.

Film został zrealizowany za niewielką kwotę 75 tys. funtów. Nakręcono go zaledwie w kilka tygodni i to ręczną kamerą. I choć fabuła nie jest wyjątkowo oryginalna, a dialogi wyjątkowo błyskotliwe to „Once” posiada atmosferę, jaką trudno odnaleźć w dzisiejszym kinie. Jego twórcom w zadziwiający sposób udało się pokolorować szarą rzeczywistość. Reżyser John Carney, zaangażował do głównych ról Glena Hansarda – członka irlandzkiej grupy The Frames – oraz czeską piosenkarkę Marketę Irglową. Żadne z nich zawodowo nie zajmuje się aktorstwem. Marketa i Glen zachowują się na ekranie bardzo naturalnie. Patrząc na nich mamy wrażenie, że są to osoby, z którymi spotykamy się na co dzień. W ich grze wyczuwa się spontaniczność, dlatego wydaje się, że to, co widać na ekranie, dzieje się naprawdę.

Esencją filmowej historii są piosenki. To w nich odnajdziemy najskrytsze uczucia bohaterów. To dzięki nim poczujemy więź jaka ich łączy. To one ujawnią rozterki i wątpliwości, z którymi musi sobie radzić dwójka przypadkowo poznanych ludzi (w tym roku, Oskara za muzykę dostał utwór „Falling slowly”, znajdujący się na ścieżce dźwiękowej do filmu).

Siła tego filmu tkwi przede wszystkim w jego prostocie. Bohaterowie „Once” są tak do nas podobni, że możemy się utożsamić z ich marzeniami, problemami, z ich drobnymi zwycięstwami i porażkami. Taka historia mogłaby zdarzyć się każdemu. Życie składa się przecież z setek powiązanych ze sobą podobnych obrazów. A to na, co patrzymy na wielkim ekranie jest zaledwie małym wycinkiem tego, co dzieje się z tysiącem ludzkich losów.

Wydawałoby się, że często szukamy w kinie tego, co oderwie nas od rzeczywistości. „Once” udowadnia nam, że w codzienności można odnaleźć magię, a „normalność” nas nie rozczaruje. Nie ma tu nieprawdopodobnych zdarzeń, nagłych zwrotów akcji, bajkowych zakończeń. Nie ma finału w stylu: i żyli długo i szczęśliwie. Gdy wychodzimy z kina mamy wrażenie, że ta historia toczy się dalej. Są w niej wzloty i upadki, są iskierki szczęścia i morza łez, jest niepewność i zdziwienie. Tak jak w życiu.

Tekst: Paulina Dreslerska

Reklamy

Written by ewaem

Kwiecień 23, 2008 @ 9:32 pm

Napisane w film

Tagged with ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: