Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Śniadanie Mistrzyń: Kobieta jako autorytet w kulturze cz. I

10 Komentarzy

Śniadanie Mistrzów sfeminizowało się. Dotychczas rzeczywiście dominowali w nim Mistrzowie. Może to wina nazewnictwa? A przecież jest tyle kobiet, które miałyby mnóstwo do powiedzenia na tematy związane z szeroko pojętą kulturą… Tylko… wcale ich tak nie widać. Na niedzielne śniadanie zaprosiliśmy Agnieszkę Kłos, Małgorzatę Maciejewską i Marcina Boronowskiego, aby wspólnie zastanowić się nad sytuacją kobiecych autorytetów w kulturze. Czy ‚autorytet’ musi być rodzaju męskiego? Jaką siłę oddziaływania mają stereotypy płciowe w XXI wieku? I dlaczego określenie „feministka” jest wciąż w tak wielu środowiskach obelgą? Zapraszamy do lektury pierwszej części dyskusji, która odbyła się w klubokawiarni „Mleczarnia”.

Małgorzata Jarząb (moderatorka): Spotkaliśmy się tutaj w ramach cyklu „Śniadania Mistrzów”. W tej nazwie słowo „mistrz” występuje w rodzaju męskim. A czy istnieją mistrzynie? Dlaczego jest ich tak mało? I tak naprawdę, czy w kulturze funkcjonuje pojęcie mistrzyni?

Agnieszka Kłos: Trzeba było by się zastanowić, dlaczego G-punkt.pl jak dotąd organizował tylko „Śniadania Mistrzów”. Ktoś wreszcie wpadł na pomysł bardzo oryginalny, świetny i świeży, zorganizowania „Śniadania Mistrzyń”. Ta idea wydała mi się z jednej strony dobra i dowcipna, a z drugiej bardzo potrzebna.

Dla mnie mistrzynią jest niewątpliwie „Królowa Pszczół” związku feministycznego, osoba, która niejako przeszczepiła feminizm do Polski, mianowicie Maria Janion. Jeśli myślę o mistrzyni, to myślę o tej starszej kobiecie, niezwykłej intelektualistce, która spełnia paradygmat intelektualistki europejskiej, ale jest też mocno zakorzeniona w Polsce, tak, że najlepiej tłumaczy nam feminizm „na polski”.

Małgorzata Maciejewska: Ale z drugiej strony, jeśli rozważamy mistrzostwo, to trzeba popatrzyć na jakiej płaszczyźnie je analizujemy – gdzie kobiety się pokazują a gdzie znikają, gdzie są niewidoczne. Janion jest mistrzynią w określonych środowiskach. Natomiast nie jest nią na tyle, żeby być bezdyskusyjnym autorytetem na bardzo różnych polach.

AK: Wydaje mi się, że to jest bolączka naszych czasów. Środowiska są silnie podzielone i mamy kryzys autorytetu, bez względu na to czy dzielimy ten autorytet ze względu na płeć, czy nie. Maria Janion otwiera niektórym kobietom oczy. Wprowadziła kulturę polską w przestrzeń feminizmu. Zaczęła może od trochę naiwnego spojrzenia na romantyzm i przewartościowania go pod kątem feminizmu, ale zrobiła kawał dobrej roboty. W moim sercu na pewno ma swoje miejsce, tak jak w sercach wielu kobiet, zarówno tych młodszych i starszych. Wychowała zresztą całe pokolenie bardzo ambitnych, twórczych intelektualistek, że wspomnę chociaż tylko o tych sztandarowych: Kasi Czeczot czy o Kazi Szczuce. One pójdą dalej i wykształcą zupełnie nową kadrę bardziej świadomych kobiet i być może w przyszłości staną się dla kogoś autorytetem.

MJ: Jednak w powszechnym ujęciu ideał kobiety jest chyba inny niż Maria Janion. To jest Matka Polka, ktoś, kto się poświęca przede wszystkim dla rodziny. Jak ma się ten model społeczeństwa patrialchalnego do rzeczywistości?

Marcin Boronowski: Chciałbym wrócić jeszcze do początku tej dyskusji i pytania, dlaczego tak mało jest mistrzyń. Odpowiedź jest prosta: bo to nie leży w stereotypowej roli żeńskiej. Rola żeńska polega na tym, żeby grać ciałem, a raczej być ciałem niż intelektem. Kobieta jest tą istotą ciałozależną i mężozależną, jej zadaniem nie jest pouczać, ale być pouczaną, opierać się na twardym, racjonalnym umyśle męskim i przynajmniej udawać, że tego potrzebuje, aby się odnaleźć w życiu. Oczywiście to stereotyp krzywdzący dla kobiet, mimo że na pewnym poziomie wygląda na uprzywilejowany. Kobieta, pozwalająca umieścić się w takim stereotypie, nie rozwija swojego intelektu, nie pracuje nad zdobyciem kwalifikacji zawodowych, które uniezależnią ją w życiu od mężczyzny, więc jest potencjalnie zagrożona. Wystarczy tylko, że ciało – jej jedyny atut – zostanie drastycznie uszkodzone i przestanie być atrakcyjną zabawką erotyczną dla mężczyzny. Gdy tak się stanie, może pójść po prostu w odstawkę. Jeżeli tramwaj przejedzie kobiecie nogę, nie uszkodzi wyłącznie narządu ruchu, tylko poważny fetysz erotyczny. Mężczyźnie wystarczy dorobić protezę, żeby się nauczył chodzić i obsługiwać trzy pedały w samochodzie i już budzi podziw, w tym sensie, że dalej sobie jakoś radzi w życiu. Kobieta bez piersi alb nogi jest już praktycznie do niczego, jeżeli społeczeństwo nie widzi wartości w jej intelekcie, czy też możliwości jego rozwijania, jej rola się kończy. Mężczyzna, pan i władca w domu, znajduje sobie nową, nieuszkodzoną kochankę, a stara kończy swoje życie w nędzy.

Oczywiście taki stereotyp uderza również w mężczyzn, albowiem wiąże się z koniecznością wyparcia świadomości ciała i odgrywania istoty racjonalnej, zimnej, kalkulującej, u której ciało jest wyłącznie maszyną mającą służyć do realizacji jego zadań. W ten sposób mężczyzna jest pozbawiony wielu pozytywnych doznań, które mogłyby wzbogacić jego egzystencję, gdyby miał prawo do tego, co u kobiet jest po prostu powinnością. Jednym słowem, jeżeli chcemy by było więcej kobiet intelektualistek, cenionych właśnie za ten aspekt ich osobowości, powinniśmy zabrać się wspólnie za dekonstrukcję stereotypów płciowych, w tym także stereotypu męskiego, który kreuje od strony mężczyzn nierealistyczne oczekiwania względem kobiet. Rzekłbym, że jesteśmy obecnie na takim etapie historii, gdzie panuje mocne napięcie pomiędzy stanem faktycznym a stanem obyczajowości. Kobiety w większości już wyemancypowały się, zdobywają wykształcenie, wysokie kwalifikacje zawodowe, a mężczyźni dalej mają wbijany w głowę obraz kobiety jako jakiejś kruchej Sierotki Marysi, która dopiero przy mężczyźnie może się odnaleźć. Dlatego panowie unikają wybierania na partnerki erotyczne i do emocjonalnych związków te bardziej inteligentniejsze, albo one godzą się udawać osoby głupiutkie i nieporadne po to, żeby nie zniechęcić i nie przestraszyć mężczyzny.

AK: Może spróbujmy odlepić się od tego dyskursu akademickiego.Być może kultura rzeczywiście karmi się na co dzień takim stereotypem, ale ja również na co dzień uprawiam kulturę i robię bardzo wiele, żeby ten stereotyp zmienić. Nie wiem, czy jestem na straconej pozycji, ale wydaje mi się, że rozbijanie tych dwóch światów – męskich i żeńskich – niewiele daje. Spróbujmy przełamać te stereotypy.

MB: Oczywiście, ale zanim je złamiemy, warto je też nazwać i zdefiniować obszary, nad którymi musimy się jeszcze zastanowić.

MM: Według mnie dyskurs akademicki to jedno z lepszych narzędzi do analizowania i rozpracowywania sytuacji. Warsztat feministyczny, czyli rozgryzanie rzeczywistości pod kątem płciowości, przekłada się na codzienną praktykę. Na to, w jaki sposób zachowuję się wobec mężczyzn, kobiet, wobec całego continuum płciowości, ponieważ nie mamy tylko mężczyzn i tylko kobiet. Dyskurs akademicki jak najbardziej przydaje się w życiu codziennym.

AK: Ja się tym fascynowałam we wczesnej młodości, ale później zauważyłam, że oczywiście wiedza jest bardzo potrzebna i być może nawet mogę ją wykorzystać, ale ma się jakoś nijak do tej rzeczywistości zastanej w perspektywie polskiej. Dlatego doszłam do wniosku, że dyskurs akademicki jest istotny, i czasami warto angażować się w działania akademickie czy w warsztaty feministyczne, ale bardzo wiele zależy od nas, od naszej osobistej postawy.

MB: Wydaje mi się, że moje działania jako Antyfaceta, który chodzi po mieście i kontestuje, w sposób otwarty i wyzywający, męski stereotyp płciowy, coś w tym kierunku robią. Oczywiście żadnych bardzo abstrakcyjnych myśli w ten sposób nie przekaże, mogę co najwyżej ludzi zszokować i sprowokować do myślenia, czy poszukiwania wyjaśnień. Jeżeli za mną się niesie już pewna fama, ułatwia to dotarcie na moją stronę internetową. Tam ci, którzy są dociekliwi i intelektualnie zdolni do pojęcia tych rzeczy, trafiają i przyswajają prezentowane wątki.

Mam świadomość, że odkąd moje środowisko studenckie – które, jak każde środowisko, początkowo było bardzo zbulwersowane, i nawet mogłoby reagować w sposób chamski czy homofobiczny – wie, że za moimi działaniami kryje się dobrze przemyślana teoria oraz jej realizacja, to ci ludzie zaczęli wyzbywać się głupawych, seksistowskich żartów, także tych, dotyczących mniejszości seksualnych. Studenci, którzy tak reagowali, ustabilizowali się, nabrali pewnego kulturowego sznytu. Sąsiedzi często patrzyli z obrzydzeniem albo z bulwersacją, kiedy widzieli mnie np. w szpilkach. Odkąd zacząłem być pokazywany w telewizji, nabrali szacunku. Niektóre osoby, wcześniej przechodzące obok i odwracające wzrok, zaczęły mi mówić dzień dobry.

AK: Pokazałeś, że droga feminizmu przebiega od wąskiego dyskursu akademickiego do robienia happeningu, do wielkiej manify, którą ty odgrywasz każdego dnia.

MB: Tak, można powiedzieć, że zrobiłem z życia rodzaj manify albo happeningu.

AK: Chyba w ten sam sposób postąpiły te wszystkie radykalne feministki akademickie, które wyrosły na gruncie dyskursu, a potem po prostu pewnego dnia wyszły na ulicę i zrobiły pierwszą manifę. Okazało się, że było to na tyle trafione i ważne dla struktury społecznej, że pomogło. Wciąż wydaje mi się, że ten ruch jest ważny: wychodzić z murów uniwersytetów i iść w stronę realnego życia.

MB: Tak, oczywiście. Wszystkich nie da się zagonić przecież do książek, żeby zrozumieli pewne kwestie.

AK: Istotną rolę w krzewieniu feminizmu, czy w mówieniu o równouprawnieniu czy albo o śladach dyskryminacji, odgrywa humor. Ty postawiłeś na wielki teatr, ja swoją prozę również doprawiam dużą dawką humoru, najczęściej czarnego. Widzę, że teoretyczne, genderowe rozmawianie z czytelnikami niewiele wnosi, natomiast kiedy czytam swoje opowiadanie „Kutas”, które jest naprawdę absurdalne i śmieszne, otwieram więcej pól do dyskusji, również o dyskryminacji czy przesunięciu ról płciowych.

MB: To też obszar pełen różnych zafałszowań, uproszczeń i aż się prosi o wyśmianie go. Dużo jest takich motywów, które wystarczy zwizualizować, czasami na poziomie chociażby żartu językowego. Humor pomaga uruchomić procesy myślowe u zwykłych ludzi i odkryć, że to co uważają za przeźroczyste i oczywiste wcale takim nie jest, że tam się kryje wiele paradoksów i sprzeczności.

MJ: Manify, happeningi, humor. Co jeszcze można zrobić, aby słowo ‚feministka’ nie kojarzyło się z okropną babą, która nie wiadomo czego chce i najprawdopodobniej jedyne o co ma w głowie to legalizacja aborcji?

MM: Tutaj znowu zrobimy pętelkę. Najważniejszą może kwestią, z którą boryka się feminizm, jest właśnie przejście do praktyki. Szczególnie emancypacja kobiet, na które najsilniej oddziałują mechanizmy opresyjne – mam na myśli te z klas niższych, wykluczonych na różnych polach, zawodowych, rodzinnych, które nie mają dostępu do sfery publicznej. Działania na tym polu mogłyby spowodować, że kobiety zaczną odzyskiwać głos. Z drugiej strony, jeśli chodzi o feministkę-wiedźmę, to jest to po prostu specyfika polskiej kultury, czyli pewnego dyskursu radykalno-prawicowego.

AK: Ja najczęściej interpretuję środowisko i kraj w kontekście mitu. Gdybyśmy przyjęli taką perspektywę, figura „wyklętej feministki” przynależy do sfery postaci, które muszą zaistnieć w każdym społeczeństwie, ponieważ każda grupa musi mieć rzecz wypartą, jakąś rzecz niezintegrowaną, cień.

MB: Musi mieć jakiegoś wroga wewnętrznego, kogoś kim się straszy. Tak więc: feministki i geje.

MM: Proces emancypacyjny właśnie polega na wchłanianiu takich „nowości”. Problem jest taki, że występując jako feministka, silnie uderzam w tożsamość większości Polaków. I tutaj wzbudza się tak jakby największy, można powiedzieć nawet cielesny, opór przed uznaniem tożsamości.

MB: Tożsamość żeńską bardzo przyjemnie jest ignorować gdy kobiety upominają się o jakieś prawa wynikające z ich fizjologicznych i anatomicznych cech twardych, jak np. sposobu ich uczestnictwa w rozrodczości. Wychodzi przy tym prawo do aborcji, sterowania swoją płodnością, czyli dostęp do tanich, refundowanych przez państwo środków antykoncepcyjnych. Wtedy bardzo przyjemnie się zaprzecza w ogóle istnieniu „kwestii kobiecej” i tożsamości żeńskiej. Jest takie ładne hasło: „Przed Bogiem nie ma kobiety, nie ma mężczyzny, nie ma Greka, Żyda”, czyli wszyscy są NIBY równi. Można rozmyć kobiecą tożsamość w sprawach ogólnoludzkich i przy tym rozmyciu czasem okazuje się, że wartość zarodka jest znacznie większa niż wartość chodzącej z nim kobiety. A z drugiej strony, kobieta mimo wszystko jest poddana swojej obyczajowej stereotypowej roli i jeżeli jej nie spełnia to ma kłopoty. Kobiety intelektualistki, „dla swojego własnego dobra”, muszą udawać osoby głupiutkie, bo inaczej mężczyźni się ich boją, nie mogą takimi rządzić w domu, dyrygować, ustawiać ich przy zlewozmywaku…

MJ: Żeby „zdobyć mężczyznę”, musimy się zachowywać jak idiotki. Jeżeli natomiast chcemy wejść do sfery publicznej – czy nie jest tak jak mówiła Kristeva, że kobieta, kiedy chce wejść do tej sfery, musi się zachowywać jak mężczyzna? Czy możemy mówić o jakimś zbiorze cech kobiecych, do których zaliczałaby się na przykład empatia czy zdolność do współpracy, które są wypierane przez kobiety-liderki?

AK: Wszystko zależy od kraju. Jeżeli mówimy o Polsce to tutaj na pewno tradycja nakazuje, żeby szefem był facet i żeby był to najbardziej stereotypowy facet, czyli macho. Jeśli zaś chodzi o współczesne zarządzanie w krajach, które już zintegrowały tego Obcego na jakimś poziomie, tam bardziej sprawdza się tzw. „miękkie zarządzanie”. Odpowiada ono temu, co rozumiemy przez stereotypowe pojęcie kobiety: zdolności do wysłuchiwania, negocjacji. W Polsce na pewno poczekamy, by taki model zaczął obowiązywać. Nie wiem, czy w sferze publicznej kobieta musi stać się karykaturą mężczyzny, żeby coś osiągnąć. Wydaje mi się, że nie. Staram się chronić moją wrażliwość i łączyć potencję z potencją innych kobiet, które myślą podobnie.

Kiedyś pracowałam z samymi mężczyznami. Wynikało to ze specyfiki mojego zawodu i z tego, że nie spotykałam kobiet na swojej drodze zawodowej. Łączyłam się z mężczyznami i wychodziłam z takich relacji zawodowych pokiereszowana, ze szkodą dla swojego ducha albo własnej pensji. W tej chwili wracam na drogę zawodową, ale integruję się z kobietami.

MM: W ogóle chciałabym odwrócić to pytanie. Tutaj na nowo wtłaczamy kobietę, mężczyznę, po prostu człowieka w jakąś etykietkę, kolejną rolę. To pytanie – czy przydałyby nam się nasze „kobiece” cechy w sferze publicznej – jest esencjalizowaniem.

MB: Te cechy nie są tylko kobiece i niedostępne dla innych. Gdyby mężczyźni czuli, że obyczajowo nie są przyblokowani, byliby w stanie wykazywać wiele szlachetnych postaw, tych empatycznych i kooperacyjnych. Jeżeli okazując je zostaną zaetykietowani jako mazgaje albo powie się, że nie są to mężczyźni w ogóle, to się ich terroryzuje. Muszą więc grać, udawać. Dla wszystkich nas byłoby lepiej, gdyby każdy człowiek miał po prostu prawo do nieskrępowanej ekspresji swojej osobowości. Żylibyśmy przynajmniej w prawdzie, bez konieczności udawania, która kosztuje wiele stresu i energii.

AK: Odnoszę wrażenie, że mówimy o jakimś idealnym świecie. Tymczasem realnie każdy z nas może być sobą, ponosi jednak w związku z tym pewne straty. Jestem tego najlepszym dowodem. Istnieją w świecie jednostki, które wciąż wymykają się jakoś stereotypom. Właśnie w nich cała nadzieja. Tak naprawdę jeżeli ty ubierasz na co dzień sukienkę i szpilki, i przekraczasz najbardziej stereotypowy sposób postrzegania mężczyzn; ja uprawiam boks albo chodzę w męskich majtkach i też w jakiś sposób przekraczam tę sferę, którą jest obszar kobiecy. Jeżeli będziemy coraz częściej to robić, coraz wyraźniej to artykułować, dojdzie do przełomu. Być może znajdzie się wtedy kilka osób i pomyśli: „rzeczywiście, coś w tym jest”.

MM: Tylko że te straty są gigantyczne. Przypomina mi się taka anegdota o Margaret Thatcher, która kiedy została panią premier, zrobiła sobie lifting powiek i wycięła żylaki. Swój wygląd zmieniła na bardziej kobiecy, chociaż stanęła na stanowisku typowo męskim. Jeśli chodzi o bycie „liderką”, najlepiej pasowałyby słowa Charkiewicz: mamy model kobiecości neoliberalny. Tutaj kobieta musi być elastyczna, zarazem twarda i miękka. Te sprzeczności powodują dużo pęknięć w samej tożsamości kobiety. Trudno jest godzić życie zawodowe z życiem rodzinnym. Pogodzić te dwie sfery w taki sposób, żeby ta tożsamość była dosyć płynna, nieposzarpana.

AK: Wydaje mi się, że tyle samo wymaga bycie liderem. Nie ma złotego środka i nie możemy wymagać od żadnego społeczeństwa, by ten środek został zapewniony. Doba ma tylko określoną ilość godzin. Jeżeli poświęcasz się karierze zawodowej i chcesz być liderką, to jest to twoja decyzja. Najczęściej, jak wiemy, liderki nie mają życia rodzinnego, tak jak i liderzy go nie mają.

MM: Tylko że dla nich nie jest to zbyt duży problem. Mogą nawet mieć to życie rodzinne, ponieważ ich partnerka się nim zajmie. Natomiast w przypadku kobiety wychodzą po prostu sprzeczności, które zapewne na drodze rozwoju będą rozwiązywane.

MB: Tu brakuje po prostu samego wzorca mężczyzny, który siedzi w domu i robi życie rodzinne. I wtedy większość pieniędzy przynosi do domu kobieta, która właśnie jest liderem, zarządza firmą i nie ma czasu, żeby dopilnować wszystkich spraw domowych. Czyli brakuje modelu houselorda.

AK: Wieżę święcie, że są tacy faceci, którzy naprawdę wolą siedzieć w domu. Przypuśćmy, że iluś mężczyzn naprawdę to robi: tworzy się nowy, być może bardzo subtelny, wzór, który wkrótce obrośnie w tradycję.

MB: On na razie być może zaczyna funkcjonować, tylko jeszcze nie urósł do rangi alternatywnego wzorca męskiego. W innych krajach, zwłaszcza w Skandynawii, to już się dokonało. W Polsce to funkcjonuje faktycznie, tylko że jeszcze nadbudowa w postaci świadomości społecznej tego nie przetrawiła.

AK: Na co dzień, jeżeli jesteśmy głęboko zaangażowani w jakąś pracę, płeć nie odgrywa roli. Jest pewien pułap świadomości bądź nieświadomości, pewien pułap doświadczeń bądź zaangażowania, gdzie płeć jest kostiumem. Ja bardzo rzadko konfrontuję to, że jestem kobietą. Albo nie wybieram po prostu takich przestrzeni, w których byłabym skonfrontowana. Pracuję np. w internecie i ta przestrzeń daje mi płynny kostium tożsamościowy. Kiedyś bardziej starałam się dopasować do społeczeństwa, w tej chwili wybieram raczej zawód freelancera, który powoduje, że jestem traktowana jak kolejna osoba, która przynosi zlecenia bądź żąda tych zleceń, a niekoniecznie konfrontuje się tak silnie ze stereotypami. Może to jest jakiś sposób, a może donkiszoteria.

MM: To jest właśnie charakterystyka środowiska, w którym się obracasz. Ja, kiedy przedstawiam się jako feministka, nie spotykam się zazwyczaj z obelgami, zarzutami tudzież wykluczaniem. W środowisku, w którym jestem, czuję się dosyć bezpieczna z moimi poglądami. Dlatego też moja płeć nie jest taka ważna i mogę cię zrozumieć. Ale też cały czas dostaję po głowie, kiedy próbuję się wychylić z moją tożsamością feministki gdzieś, gdzie te kanty są o wiele bardziej zarysowane, gdzie są bardzo silnie zarysowane granice płciowe.

Czytaj część drugą

Czytaj część trzecią

Uczestnicy dyskusji:

Agnieszka Kłos
Autorka książki „Całkowity koszt wszystkiego”. Stypendystka Ministra Kultury – uczestniczyła w warsztatach literackich prowadzonych przez Jerzego Pilcha, Tadeusza Słobodzianka, Ingmara Villquista i Ireneusza Brzyka. Laureatka wielu konkursów literackich, m.in. Uniwersytetu Gdańskiego, w którym otrzymała wyróżnienie „ex quo” z Dorotą Masłowską. Pracowała w „Gazecie Wyborczej” i „Dużym Formacie”. Jest redaktorką pisma „Rita Baum” i magazynu internetowego www.ritabaum.serpent.pl oraz wiceprezeską Stowarzyszenia Artystycznego „Rita Baum”. Autorka projektu multimedialnego związanego z mapą pamięci Wrocławia „Breslau cv”. Publikuje analizy, krytyki, felietony, recenzje i fotografie, m.in. w „Pozytywie”, „Arteonie”, „Formacie”, portalach www.e-teatr.pl, www.swiatobrazu.pl, www.feminoteka.pl, www.wywrota.pl. Wykłada fotografię prasową i dziennikarstwo internetowe w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Prowadzi literackie i dziennikarskie blogi w sieci (www.agniusza.blog.pl, www.ifigenia.blog.pl), prezentuje fotografie oraz instalacje podczas indywidualnych i zbiorowych wystaw. Od kilku miesięcy prowadzi cykl autorskich spotkań i wykładów poświęconych współczesnej sztuce, „Wolna Amerykanka” oraz spotkań z pisarzami i wydawcami – „Czytelnia Gepperta” w Otwartej Pracowni Gepperta we Wrocławiu.

Marcin Boronowski
Wykładowca języka angielskiego na Uniwersytecie Wrocławskim od 1990 roku, w latach 1996-2006 wykładowca przedmiotów językoznawczych i akademickiego pisania w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Legnicy. Grafik komputerowy amator, sporadycznie publikujący swe prace, m. in. w Gazecie Wyborczej. Od jesieni 2006 autor internetowej strony Biuletyn Myśli Antyseksistowskiej Antyfacet RP. Od czerwca 2007 autor happeningów realizowanych we Wrocławiu i zaangażowanych na rzecz emancypacji obyczajowej mężczyzn i przeciwko wszelkim stereotypom płciowym, w których występuje pod pseudonimem Naczelny Antyfacet RP. Współpracuje z wrocławskim oddziałem Kampanii Przeciw Homofobii, tworzącym się stowarzyszeniem Trans-Fuzja i środowiskiem feministycznym Wrocławia, a w szczególności ze Studenckim Kołem Naukowym Queer Studies „Nic Tak Samo”. W życiu codziennym buntownik wobec stereotypu męskiej roli płciowej.

Małgorzata Maciejewska
W 2003 roku ukończyła szkołę średnią (II LO im. Marii Konopnickiej w Opolu) i rozpoczęła studia na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego w Instytucie Socjologii. Obecnie studentka V roku. Pisze pracę magisterską dotycząca dyskursywizacji doświadczeń anorektycznych i bulimicznych, pt: „Kulturowe podłoże chorób odżywiania się. Bulimia i anoreksja jako graniczne elementy dyskursu szczupłości”.
Od 2006 jest przewodniczącą Koła Naukowego Interdyscyplinarnej Grupy Gender Studies. Od 2007 współorganizuje Warsztaty Feministyczne i wykłady w ramach działalności koła. Jest feministką.

Małgorzata Jarząb – moderatorka
Filolożka, nauczycielka, feministka. W najbliższym czasie bronić będzie swojej pracy magisterskiej z pogranicza literatury i gender studies, poświęconej południowoamerykańskim poetkom. Dziennikarka portalu G-punkt.pl -zajmuje się organizacją cyklu „Śniadania Mistrzów”.

Zdjęcia: Damian Nowakowski

Śniadania Mistrzów to poranne sesje dyskusyjne, na których degustowane są najważniejsze zjawiska współczesnej kultury i sztuki. Oprócz zagadnień regularnie wypływających w publicznej debacie na temat kultury, poruszane są także wątki niesłusznie spychane na jej margines albo te, które z różnych wstydliwych względów nie dostają się nawet w jej obręb.


Partnerzy “Śniadań Mistrzów”:

mleczarnia_logo.jpg

ar_luz.gif

Reklamy

Komentarzy 10

Subscribe to comments with RSS.

  1. no comments? nie wierzę!

    hjal

    Czerwiec 4, 2008 at 1:56 pm

  2. To musi być jakaś inna Małgorzata Maciejewska, niż ta, która swego czasu robiła feministyczne zadymy na Muzykancie? Tamta była chyba ciut starsza i studiowała matematykę…

    Szczepan Hołyszewski

    Czerwiec 4, 2008 at 4:12 pm

  3. każdy się boi z feministkami zadrzeć… 😉

    gosiaj

    Czerwiec 4, 2008 at 8:51 pm

  4. MIT: Mężczyźni boją się wiązać z kobietami inteligentnymi.
    FAKT: Mężczyźni boją się wiązać z feministkami – i jest to ostrożność całkowicie uzasadniona.

    „Nie wiem, czy w sferze publicznej kobieta musi stać się karykaturą mężczyzny, żeby coś osiągnąć. Wydaje mi się, że nie. Staram się chronić moją wrażliwość i łączyć potencję z potencją innych kobiet, które myślą podobnie.”

    Ach, ten feministyczny esencjalizm – tu wepchniesz, tam wylezie. Proszę Agnieszki Kłos, NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO, jak „twoja i innych kobiet” specyficzna wrażliwość i „potencja”, jako wartość, którą tylko kobiety mogą wprowadzić w sferę publiczną. Na to zwróciła ci uwagę MM, nie zwróciła jej natomiast na kwestię: czy żadne cechy tzw. męskie nie są dobre? Nabycie którejkolwiek z nich skalałoby różowiutką perełkę twojej kobiecej wrażliwości i uczyniłoby cię „karykaturą mężczyzny”? Mizoandria wylewa się z co drugiego waszego zdania, a potem się dziwicie stereotypowi…

    „AK: Najczęściej, jak wiemy, liderki nie mają życia rodzinnego, tak jak i liderzy go nie mają.

    MM: Tylko że dla nich nie jest to zbyt duży problem.”

    Co ty o tym wiesz? Jesteś mężczyzną liderem?

    Szczepan Hołyszewski

    Czerwiec 5, 2008 at 8:14 am

  5. Niestety nie zwrócił Pan uwagi na to, że rozmowa miała charakter analizy, choć podparta była osobistymi doświadczeniami. W obronie Agnieszki, choć nie wiem czy powinnam, napiszę tylko, że ta „wrażliwość” nie dotyczy jej potocznego ujęcia. Jest to wrażliwość na dyskryminację i poczucie wylkuczenia, którą ja również mam, obserwując różne sytuacje, w których znajdują się kobiety.
    pozdrawiam serdecznie
    ps: feministki równiez boją się wiązać z mężczyznami lub kobietami, którzy/które mają uprzedzenia i nie mają tej „wrażliwości”

    Małgorzata Maciejewska

    Czerwiec 5, 2008 at 6:16 pm

  6. „Niestety nie zwrócił Pan uwagi na to, że rozmowa miała charakter analizy, choć podparta była osobistymi doświadczeniami.”

    A co gdybym zwrócił na to uwagę? Czy fakt, że tekst ma charakter analizy popartej osobistymi doświadczeniami, przemawia w jakiś sposób za wybiórczym przymknięciem oczu na obecną w nim mizoandrię, ale już nie na inne zawarte w nim treści? Wprowadzenie takiego zwyczaju byłoby bardzo wygodne dla feministek, ponieważ 99% feministycznego piśmiennictwa to nic innego, jak właśnie „analizy poparte osobistymi doświadczeniami”.

    „W obronie Agnieszki, choć nie wiem czy powinnam, napiszę tylko, że ta “wrażliwość” nie dotyczy jej potocznego ujęcia.”

    Uwaga! Przygotować się do manewru podmiany znaczenia post hoc! Osoby postronne proszone są o odsunięcie się poza zasięg pracy manipulatora. Na komendę – ready! Bait! SWITCH!

    „Jest to wrażliwość na dyskryminację i poczucie wykluczenia, którą ja również mam, obserwując różne sytuacje, w których znajdują się kobiety.”

    Proszę sobie wyobrazić, że ja również mam tę wrażliwość – obserwując różne sytuacje, w których znajdują się mężczyźni.

    „ps: feministki równiez boją się wiązać z mężczyznami lub kobietami, którzy/które mają uprzedzenia i nie mają tej “wrażliwości””

    Co za szczęście! Ileż razy musiało mi to oszczędzić konieczności odwrócenia się na pięcie i pospiesznego opuszczenia „her place” po ujrzeniu tam regału zapełnionego feministyczną masą papierową! Takie kobiety nawet nie zaczynają ze mną rozmowy, ponieważ uprzedzenia i brak „wrażliwości” wprost ze mnie tryskają.

    Szczepan Hołyszewski

    Czerwiec 9, 2008 at 7:29 pm

  7. hmmm to ciekawe, na widok rzeczonego regału ucieka Pan, ale powyższą dyskusję komentuje z wielkim zapałem… jednak wbrew „całkowicie uzasadnionej ostrożności” szuka Pan z nami kontaktu :]

    gosiaj

    Czerwiec 9, 2008 at 11:23 pm

  8. feminism is dead. sorry…

    Bolo Yang

    Czerwiec 11, 2008 at 7:36 am

  9. Rozmowa o kobiecych autorytetach sprowadza się do rozmowy o feministkach.Taką postawą panie same przyczyniają się do braku kobiecych autorytetów (choć są też obiektywne przyczyny). Jeżeli panie przyznają, że wszystko na co znaczącą kobietę miałoby być stać, to jęczenie o tym, jak to kobietom źle, i wyrywanie kolejnej pomocy i kolejnych przywilejów dla nich, to ja się nie dziwię, że tym bardziej niefeministyczne 99% społeczeństwa albo jego część antyfeministyczna nie widzą w ważnych kobietach niczego pożytecznego.

    Tak to wygląda. Ma być 50% parlamentarzystów i 50% parlamentarzystek, tylko że w założeniu ci pierwsi mają zajmować się: ekonomią, administrację, edukacją, gospodarką, służbą zdrowia, polityką zewnętrzną, jednym słowem Państwem, a te drugie skupią się na wąskich kobiecych przywilejach.

    A gdyby moje panie choć raz porzucić egoizm i nie myśleć tylko o sobie. Choć raz o społeczeństwie. A może nawet o mężczyznach. W końcu oni mają gorzej. 90% ofiar wojen w tym 75% ofiar cywilnych to mężczyźni, podobnie przestępstw pospolitych, wypadków w pracy (94%), stresu i samobójstw (83%). Nie mamy żadnych praw reprodukcyjnych. Nasze dzieci możecie zbić bądź zmusić nas do ich wychowywania 20 lat, albo do jedynie płacenia alimentów. Urologia w porównaniu do ginekologii leży. O finansowaniu matek zastępczych dla samotnych mężczyzn chcących posiadać dziecko nikt nie myśli. Podobnie o budowie sztucznej macicy… Emerytury mamy później a żyjemy krócej. Na studiach sama tania i nieprzydatna zawodowo humanistyka dla kobiet. Itd.

    (Przeczytałem tylko pierwszą część)

    Maskulista

    Styczeń 1, 2009 at 9:07 pm


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: