Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Śniadanie Mistrzyń: Kobieta jako autorytet w kulturze cz. II

9 komentarzy

Śniadanie Mistrzów sfeminizowało się. Może spowodował to fakt, iż podstawowym medium w którym funkcjonuje, jest internet. Dzięki rozwojowi techniki jednostki urosły w siłę i zyskały więcej możliwości publicznej manifestacji swoich poglądów. Jednak ogół społeczeństwa wciąż hołduje stereotypom, powielanym przez tradycyjne modele edukacyjne oraz przez najbardziej wpływowe a zarazem najbardziej schematyczne medium – telewizję.

Na niedzielne śniadanie zaprosiliśmy Agnieszkę Kłos, Małgorzatę Maciejewską i Marcina Boronowskiego, aby wspólnie zastanowić się nad sytuacją kobiet w mediach i kulturze. Jaką siłę oddziaływania mają tam stereotypy płciowe? I dlaczego określenie “feministka” jest wciąż w tak wielu środowiskach obelgą? Zapraszamy do lektury kolejnej części dyskusji, która odbyła się w klubokawiarni “Mleczarnia”.


Czytaj pierwszą część dyskusji.

Małgorzata Jarząb: Odnoszę wrażenie, że feminizm istnieje jako ruch akademicki, intelektualny, wielkomiejski, podczas gdy w mniejszych miejscowościach są kobiety o podobnych poglądach, które nigdy by się mianem feministki nie określiły. Często również kobiety funkcjonujące w przestrzeni publicznej zarzekają się, że nie są feministkami, tak jakby była to najgorsza obelga. Może dałoby się to zmienić wpływając na sposób edukacji i socjalizacji? Jeżeli mówimy o autorytecie, to najważniejszy jest on właśnie dla jednostek, które dopiero się kształtują. Jak więc są edukowane dziewczynki?

Agnieszka Kłos: Problem feminizmu jest zbliżony do problemu żydowskiego: i w kulturze, i w edukacji, i w przestrzeni publicznej. Zwróćmy uwagę: dopiero w tym roku rocznica powstania w warszawskim getcie obchodzona jest, jak na warunki polskie, hucznie. Migawki w telewizji, reportaże, na portalach coś się pisze, mamy wreszcie zachwycające plakaty na mieście. Po raz pierwszy Polska próbuje zintegrować tę tkankę, którą zdeptała, sponiewierała i próbowała odciąć. Być może to jest kwestia decyzji, a być może poprawności politycznej, która płynie z Unii Europejskiej.
Nie wiem, ilu ludzi musi się jeszcze wyedukować na jakimś poziomie, żeby temat feminizmu ukazał się tak, jak temat żydowski. Wierzę w oddolne inicjatywy i w kulturę niezależną. To tylko kwestia czasu i pracy u podstaw. Jest wielu ludzi, którzy uprawiają manify czy też wywrotowych artystów. Ich działania nie mają charakteru formalnego przewrotu, ale mogą coś wnieść.

Marcin Boronowski: Ja się zastanawiam nad tym jak wyglądają polskie podręczniki nauczania początkowego? Jakie modele osobowe kobiet i mężczyzn są tam prezentowane? Jako anglista uczący z podręczników zachodnioeuropejskich, zauważam, że tam te modele są zdecydowanie odmienne: ukazane są kobiety wykonujące zawody w rodzaju hydraulika oraz mężczyźni sprawdzający się w domu. Prezentuje się mnogość wzorców. Nie wiem, czy uda się coś takiego wnieść do naszych podręczników. Tak czy owak nawet jeżeli są tam przedstawiane jakieś archaiczne wzorce ról płciowych, to sam fakt, że dyrektorem szkoły jest pani, lekarzem jest pani doktor, policjantem okaże się pani policjant, powoduje dysonans poznawczy i uruchamia procesy myślowe.

Małgorzata Maciejewska: Tak, ale często tymi, które są najbardziej konserwatywne i w sposób najbardziej skuteczny reprodukują podział płciowy, są właśnie kobiety. Lucyna Kopciewicz przeprowadziła ciekawe wywiady z nauczycielami. Wynika z nich, że deklaracje kobiet, iż nie dyskryminują dziewczynek na zajęciach, nie są zgodne z ich praktykami. W sferze deklaratywnej dzieciaki są równe, ale ich traktowanie jest zupełnie różne.

MB: Jeśli na matematyce wyniknie jakiś wielki problem to poprosi się Jasia do tablicy, a nie Małgosię.

AK: Można oczywiście pewne rzeczy załatwić ustawą. Pamiętajmy jednak o woli poszczególnych jednostek. Ja mocno wierzę w pojedynczego człowieka i w swojej pracy akademickiej zaczynam i kończę wystąpienie zwracając się do dziewcząt. Codziennie dbam o to, aby ten dyskurs akademickiego feminizmu, tak czy inaczej pojętego, był obecny na moich zajęciach. Wydaje mi się, że wy robicie dokładnie tak samo. Pamiętajmy: kropla drąży skałę. Dziewczynki mają gorzej, w związku z czym próbujmy wyposażyć je na przyszłość, bo pewnie zaraz zetkną się z twardym rynkiem pracy, z dyskryminacją. Ja na to przygotowuję moje studentki. Zwracam uwagę na ich wypowiedzi i widzę, kiedy w przestrzeni uczelni chłopacy zabierają im głos. Próbuję to jakoś wyrównać.

MB: Ja wróciłbym jeszcze do tego podziału na miasto i prowincję. Musimy pamiętać, że prowincja – małe miasteczka i wioski – rządzi się swoimi własnymi socjologicznymi prawami, gdzie kontrola zbiorowości nad jednostką jest silna. Tam bardzo łatwo jest podpaść i załapać się na ostracyzm. Jedyna szansa na przeniknięcie nowych sposobów myślenia do takich środowisk to zastosowanie ustawy bądź też mediów.
W telewizji kobiety nie występują zbyt często jako eksperci, raczej jako maskotki obok prezenterów. Również większość polityków to mężczyźni. W osobach, które kontakt ze światem mają wyłącznie przez telewizję, rodzi się przekonanie, że to, czego tam nie widzą, nie istnieje. Dlatego gdybym w stroju Antyfaceta poszedł do jakiejś wioski czy mojego rodzinnego prowincjonalnego miasta, to pewnie skończyłbym zlinczowany. Badania naukowe potwierdzają, że dzieci, które oglądają więcej telewizji, mają stereotypowe myślenie i schematy zainstalowane w głowie.

AK: Dlatego pomyślmy choćby o sile internetu. Jest to niesamowicie interaktywne medium. Jeżeli założyłeś stronę internetową, to doskonale wiesz, że może być jakiś realny oddźwięk. Ja również mam swoje blogi i swoje strony internetowe. Siłą ludzi wywrotowych, nienormatywnych, jest internet.

MJ: Ale nie jest on ogólnodostępny.

AK: Dla 65% dorosłych Polaków i Polek tak. Przede wszystkim w większych miastach, ale również na wsi ludzie mają modemy. W mniejszych miejscowościach to właśnie internet jest przepustką do świata. Zanim trafiłam do Wrocławia mieszkałam w Rawiczu. To jest miasteczko oddalone stąd o 68 km. Gdyby nie internet, nie poznałabym świata kobiet, pierwszych stron feministycznych: Ola Archiwum, Ośki. Nie prenumerowałabym pierwszych biuletynów feministycznych i pewnie czułabym się osamotniona w swoim myśleniu. To internet spowodował, że zaczęłam szukać informacji i odkryłam wirtualny świat kobiet.

MB: Jednak póki co, jeżeli ktoś nastawia się na działania masowe, musi się wedrzeć do telewizji. Chociaż ta się zmienia i staje się coraz bardziej interaktywną. Zapewne niedługo widzowie będą sobie ściągać programy zamiast oglądać je w czasie rzeczywistym.
Póki co mamy taką telewizję jaką mamy, czyli leci strumień sygnału i wielu ogląda go jak leci, przyjmując treści, które się tam pojawiają. Jeśli pojawi się coś burzącego schematy i stereotypy myślenia – to może mieć społeczny oddźwięk. Liczę na to, iż ze swoim przekazem w coraz większym stopniu będę trafiać do telewizji. Zacząłem od podpierania się moją stroną w mojej działalności „wywrotowej”, albowiem musiałem mieć jakąś polisę ubezpieczeniową na wypadek prześladowań, które poprzez internet mogę nagłośnić i ośmieszyć.

Funkcjonując wyłącznie w internecie miałem współpracowników, bo namierzyliśmy się z dość dużą grupą osób nieheteronormatywnych. W sieci jesteśmy zintegrowaną społecznością. Ale na blokowisko, gdzie dresiarze wykrzykiwali na mnie różne rzeczy albo gdzie sąsiedzi patrzyli na mnie krzywo, dopóki funkcjonowałem wyłącznie w internecie, żaden przekaz o mnie nie docierał. Zmieniło się to właściwie niedawno, odkąd kilka razy pojawiłem się w telewizji.

MJ: Wróciłabym jeszcze do znanej mi z własnego doświadczenia zawodowego szkoły, środowiska mocno sfeminizowanego. Wydaje mi się, że relacja ‚mistrzyni-uczennica’ nie jest tam czymś normalnym. W lekturach szkolnych czy na zajęciach historii prawie nie przedstawia się kobiet, które mogły by być wzorem. Chłopcy mają swoich bohaterów. Dziewczynki są ich pozbawione, bohaterki literackie trzymają buzię w ciup i ewentualnie mdleją a historia jest historią wyłącznie mężczyzn.

AK: Siła leży w pojedynczym człowieku i jego charyzmie. Jeżeli jakaś kobieta obdarzona jest niezwykłą osobowością, zwykle staje się dla kogoś autorytetem. Przywódcą stada staje się najczęściej osoba silniejsza, bardziej władcza. Ludzie instynktownie to czują. Jeżeli taka kobieta jest jednocześnie przytomna i świadoma, to będzie przekazywać wiedzę feministyczną innym i będzie wyłuszczać z historii te ciekawe postaci kobiece. Podstawą do bycia autorytetem są zasługi osoby, jej osobowość.

MM: Dla mnie ta wiara w pojedynczego człowieka jest trochę perspektywą utopijną. Jeśli się nie zmieni rzeczywistości systemowo, nie można będzie oczekiwać, że pewne normy staną się powszechne. Jesteśmy uczeni historii bohaterów bez bohaterek i jeśli nie zmienimy podręczników, z których będziemy uczyć, to nie zmienimy też sposobu myślenia. Bardzo dużo kobiet zaznaczyło swoją obecność w historii. Nie odnajdujemy ich, ponieważ patriarchat je wypiera. Jeśli się zdarzają, funkcjonują na zasadzie wyjątku, ekstremum, albo jak królowa Elżbieta, na zasadzie męskiego władcy.

AK: Nie zgadzam się absolutnie. Wydaje mi się, że właśnie na doświadczeniu pojedynczego człowieka zaczyna się i kończy cały świat. W końcu jesteśmy dziś tego najlepszym przykładem: choć wychowani w kulturze patriarchalnej, to jednak siedzimy przy tym stole. I tak, jak tu siedzimy, na pewno byliśmy traktowany w „normalny”, opresyjny sposób w każdej szkole. A jednak coś sprawiło – talent do indywidualnego myślenia, może siła autorytetu jakiejś fajnej nauczycielki, a może po prostu osobiste doświadczenie – że mówimy o Śniadaniu Mistrzyń, a nie o Śniadaniu Mistrzów. To takie pobożne życzenie, żeby system załatwił wszystko za nas.

MM: Nie chcę tutaj negować osobistego doświadczenia, ale ono musi wypłynąć, wyjść na wierzch, nie może zostać w pojedynczej biografii. Ono się musi rozpowszechnić i muszą się znaleźć tacy, którzy się z tym utożsamią.

AK: Liderka czy kobieta, która ma promować kulturę, powinna być zdeterminowana, powinna walczyć z realnymi stereotypami. Istnieją również niefeministyczne liderki, które wyznaczyły sobie jakieś cele do realizacji i idą jak burza. Wszyscy powinniśmy być zafiksowani na jakiejś idei, może to być feminizm, może to być uzdrawianie świata, może to być wielki karnawał.
Realnie spotykamy się z kilkoma osobami dziennie, ale mamy do swojej dyspozycji internet czy telewizję. To z naszych wystąpień, sposobu formułowania myśli czy z naszej postawy może wiele wynikać. Może stereotypowo pojmuję rolę Marii Janion, ale wykształciła ona grupę niezwykłych intelektualistów obojga płci, którzy dzisiaj nazywają się jej wychowankami. Właśnie oni dziś kształcą kolejne pokolenie osób niestandardowo myślących. Właśnie od pojedynczej osoby zaczął się rozprzestrzeniać feminizm. Maria Janion była i jest niezłomna, i mimo swoich osiemdziesięciu paru lat, jest nadal osobą zafiksowaną na pewnej idei. Feminizm nie jest przez nią postrzegany wąsko, wręcz przeciwnie: zaczęła ona od połączenia go z romantyzmem a teraz mówi bardzo wyraźnie również o prawach lesbijek i gejów oraz o pozycji Żydów w polskim społeczeństwie.
Mocno wierzę, że poradzilibyśmy sobie bez feminizmu, z naszymi osobistymi doświadczeniami. Ja wcześniej nie znałam tego ruchu, ale czułam się inna i wydaje mi się że tę inność bym artykułowała na wszelkie możliwe sposoby. Jestem pewna, że w społeczeństwie jest więcej takich osób, które nie są zaznajomione z aparatem feministycznym, ale zbuntowane.

MM: Ale głos jest im zabierany, albo nie mają narzędzi do werbalizowania swoich przekonań i te przekonania zostają stłumione.
Choć podoba mi się pomysł z silną wiarą w jednostkę. Mimo wszystko Janion jest już, można powiedzieć, instytucją. Weszła w określone środowisko, zajęła bardzo wysoką pozycję i przez to jest niepodważalnym autorytetem (chociaż nie lubię tego słowa). Na pewno jej kariera nie była z przypadku. To pewne uwarunkowania historyczno-biograficzne spowodowały, że zaczęła myśleć w określony sposób.
Zawsze staram się patrzeć na człowieka w jego środowisku. W jaki sposób on/ona jest zaplątana w relacje opresywne, jakie są kanały wyjścia z tych relacji. Nie możemy odseparować człowieka od jego otoczenia.

AK: Jeżeli środowisko jest szczególnie opresyjne, to należy to środowisko zmienić. Jestem przykładem osoby, która zmieniała kilkakrotnie bieg swojej biografii. Zaczęłam od środowiska bardzo męskiego, szowinistycznego. Zostałam w nim w pewnym sensie wykastrowana z mojej kobiecości, przeżyłam to traumatycznie i zgubiłam swoją ścieżkę zawodową. W tej chwili wracam, ale wracam silniejsza i już na własnych warunkach. Udało mi się.
Właśnie Maria Janion jest przykładem osoby niezłomnej, osoby, która przyjechała do nowej Polski i nie miała nic, zaczynała od zera. Długo szukała swojego środowiska i w końcu odnalazła je w odległym Gdańsku, który wtedy sytuował się gdzieś na dalekiej prowincji intelektualnej. Stworzyła wszystko od podstaw, urabiając intelektualnie własnych studentów i dochrapała się tej pozycji, którą teraz ma. Jeżeli coś jest zapisane w człowieku to tak czy inaczej wyniknie, bez względu na opresje, bez względu na systemy. Być może niektóre osoby potrzebują dyskursu akademickiego jak szczudeł, ale są inne, które wyrażają niewygodne rzeczy wprost. Myślę tutaj o świecie artystycznym, o osobach, które artykułują te treści bez poparcia jakiegokolwiek środowiska. Jeżeli one to wyartykułują, inne osoby to zobaczą i być może podążą taką samą ścieżką.
Każdy człowiek sam tworzy swój zapis biografii i jest on w moim przekonaniu mocno niezależny od czasów, w których żyje. Jeżeli tak by nie było, to przecież Camille Claudel czy inne twórczynie nigdy nie wypowiedziałyby własnego dzieła. Były tłamszone i opresjonowane, jednak nie zatrzymała ich cenzura ani to, że nie istniał w tamtych czasach żaden dyskurs feministyczny czy wyższa instancja z regulacją prawną.

MM: Jesteśmy kształtowani w procesie socjalizacji. Ona cały czas trwa, cały czas tworzymy siebie, ale nie tworzymy siebie sami. W przypadku kobiet, które mimo opresywnego traktowania zdołały wypłynąć, należałoby zwrócić uwagę, w jaki sposób udało im się to zrobić. Musiały bardzo dużo poświęcić. Są to wręcz postaci tragiczne, heroiczne ofiary. Coś, co jest „zapisane w człowieku”, nie jest jego/jej immanentną, wewnętrzną własnością, to proces społeczny.

MB: W społeczeństwie panuje taki mechanizm, że wszyscy, którzy się wychylą, muszą najpierw oberwać. Jeśli to przetrzymają, to zaczyna się ich otaczać jakimś szacunkiem i przyjmuje się ich myśli. Ja też jestem taką jednostką, która staje kością w gardle społeczeństwu. Trafiłem na dość dobre czasy, dzięki internetowi mogę mieć własne medium. Dawniej tego nie było, i dlatego procesy emancypacyjne przebiegały wolno i z dużą ilością ofiar. Nie istniały grupy wsparcia ani możliwości komunikacji z osobami rozproszonymi a myślącymi podobnie, przez co trudno było uformować grupy nacisku wobec instytucji państwowych. Dawniej zniszczyć jednego człowieka, który się wychylał, było znacznie łatwiej.
Jednostka jest obecnie silna, może nagrać każdą rozmowę, każde zdarzenie. Ja np. nagrywam każde moje przejście pod blokiem do domu, bo na wszelki wypadek potrzebuję materiału dowodowego chociażby po to, by udowodnić przed prokuratorem, że broniłem się skutecznie przed przeważającą siłą wroga.
Z drugiej strony media, które czasem na zasadzie chociażby pogoni za sensacją potrafią pokazać kogoś ciekawego, pozwalają takiej zbuntowanej jednostce zaistnieć. Odkąd człowiek staje się postacią publiczną, staje się właściwie nie do ruszenia. Jest to taki punkt zaczepienia do dalszej walki o swoje prawa. Potem można trafić do sądu i nie będzie to już jedna z wielu rozpraw, ponieważ media się nią zainteresują ze względu na malowniczość postaci, która w tym bierze udział. Może nie powinienem tego mówić, ale chyba sądy też biorą pod uwagę to, czy rozprawa jest celebrowana przez media. Przynajmniej wtedy starają się realizować wszystkie standardy prawne.

Jeżeli tylko Al-kaida nam nie wysadzi w powietrze internetu, to nasze społeczeństwa mają szansę rozwinąć się w kierunku szacunku dla jednostki, tak jak to się już stało na Zachodzie. Polski naród nie jest jakiś głupszy czy gorszy, te procesy u nas też już zachodzą i całkiem nieźle się mają. Krótko po wystawieniu mojej strony miałem wrażenie, że bardzo niewiele osób ją czyta, że w dalszym ciągu jestem sam. Oglądałem z utęsknienien skrzynkę kontaktów z publicznością i tam najczęściej nic nie było aż wreszcie pojawiła się jedna osoba, z którą się spotkałem. W ten sposób poznałem całe środowisko, z którego już mam współpracowników do happeningów. Obecnie organizacja ta pod nazwą „Transfuzja” zarejestrowała się jako fundacja, czyli nabrała instytucjonalnej formy.

AK: Żyjemy w czasach, w których model internetu jawi nam się jako model wolnościowy. Jest to pewna pułapka myślowa. Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone udowadniają, że internet to nic innego, jak model społeczny w skali 1:1. W Polsce istnieje jeszcze wąska wirtualna furtka dla wszelkiej maści wywrotowców i dlatego łudzimy się, że mamy nadal duży wpływ na to medium. Ostatecznie możemy w nim opublikować te treści, które są odrzucane przez ogół społeczny. Natomiast docelowo internet stanie się dokładnym odbiciem tego, jak myśli i funkcjonuje nasze społeczeństwo.

MB: Tak jak telewizja na obecnym etapie. Zresztą telewizja się internetyzuje i obawiam się, że straci swoją moc oddziaływania. Będzie to coś w rodzaju serwera z programami, które klienci będą pobierać tak jak chcą, niezwiązani sekwencją w czasie rzeczywistym.

MM: Dlaczego się obawiasz?

MB: Obawiam się, że ludzie będą po prostu pobierali te programy, które im stereotypowo pasują. Teraz czasami, choćby czekając na jakiś program, bywają zmuszeni do obejrzenia przy okazji czegoś innego. Jeżeli wszystko będzie zapisane w postaci linków do programów, to ludzie raz ukierunkowani takimi pozostaną i wiele wystawionych treści nie zostanie zauważonych.

MM: Można to jednak porównać do istniejącego już pilota, którym również wybierasz kanał i to, co oglądasz. Takie linki byłyby czymś fantastycznym. Coś by się pojawiło, jakiś przebłysk, jakieś pęknięcie w tej rzeczywistości medialnej.

AK: Niestety, powszechność prowokuje równocześnie atomizację i rozcieńczenie sygnału, który faktycznie nie dociera do bardzo szerokiego pasma odbiorców. Walka o pojedynczego odbiorcę w dzisiejszym świecie jest tak silna, że wymaga coraz większego sprytu, umiejętności niemal zawodowego podejścia do medium i wciąż zmieniającej się wiedzy. Wkrótce rzeczywiście może się okazać, że internet stanowi kolejną porażkę informacyjną, cywilizacyjną, porażkę naszego myślenia.

Czytaj część trzecią

Uczestnicy dyskusji:

Agnieszka Kłos
Autorka książki “Całkowity koszt wszystkiego”. Stypendystka Ministra Kultury – uczestniczyła w warsztatach literackich prowadzonych przez Jerzego Pilcha, Tadeusza Słobodzianka, Ingmara Villquista i Ireneusza Brzyka. Laureatka wielu konkursów literackich, m.in. Uniwersytetu Gdańskiego, w którym otrzymała wyróżnienie „ex quo” z Dorotą Masłowską. Pracowała w „Gazecie Wyborczej” i “Dużym Formacie”. Jest redaktorką pisma „Rita Baum” i magazynu internetowego www.ritabaum.serpent.pl oraz wiceprezeską Stowarzyszenia Artystycznego „Rita Baum”. Autorka projektu multimedialnego związanego z mapą pamięci Wrocławia “Breslau cv”. Publikuje analizy, krytyki, felietony, recenzje i fotografie, m.in. w „Pozytywie”, „Arteonie”, “Formacie”, portalach www.e-teatr.pl, www.swiatobrazu.pl, www.feminoteka.pl, www.wywrota.pl. Wykłada fotografię prasową i dziennikarstwo internetowe w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Prowadzi literackie i dziennikarskie blogi w sieci (www.agniusza.blog.pl, www.ifigenia.blog.pl), prezentuje fotografie oraz instalacje podczas indywidualnych i zbiorowych wystaw. Od kilku miesięcy prowadzi cykl autorskich spotkań i wykładów poświęconych współczesnej sztuce, „Wolna Amerykanka” oraz spotkań z pisarzami i wydawcami – “Czytelnia Gepperta” w Otwartej Pracowni Gepperta we Wrocławiu.

Marcin Boronowski
Wykładowca języka angielskiego na Uniwersytecie Wrocławskim od 1990 roku, w latach 1996-2006 wykładowca przedmiotów językoznawczych i akademickiego pisania w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Legnicy. Grafik komputerowy amator, sporadycznie publikujący swe prace, m. in. w Gazecie Wyborczej. Od jesieni 2006 autor internetowej strony Biuletyn Myśli Antyseksistowskiej Antyfacet RP. Od czerwca 2007 autor happeningów realizowanych we Wrocławiu i zaangażowanych na rzecz emancypacji obyczajowej mężczyzn i przeciwko wszelkim stereotypom płciowym, w których występuje pod pseudonimem Naczelny Antyfacet RP. Współpracuje z wrocławskim oddziałem Kampanii Przeciw Homofobii, tworzącym się stowarzyszeniem Trans-Fuzja i środowiskiem feministycznym Wrocławia, a w szczególności ze Studenckim Kołem Naukowym Queer Studies „Nic Tak Samo”. W życiu codziennym buntownik wobec stereotypu męskiej roli płciowej.

Małgorzata Maciejewska
W 2003 roku ukończyła szkołę średnią (II LO im. Marii Konopnickiej w Opolu) i rozpoczęła studia na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego w Instytucie Socjologii. Obecnie studentka V roku. Pisze pracę magisterską dotycząca dyskursywizacji doświadczeń anorektycznych i bulimicznych, pt: „Kulturowe podłoże chorób odżywiania się. Bulimia i anoreksja jako graniczne elementy dyskursu szczupłości”.
Od 2006 jest przewodniczącą Koła Naukowego Interdyscyplinarnej Grupy Gender Studies. Od 2007 współorganizuje Warsztaty Feministyczne i wykłady w ramach działalności koła. Jest feministką.

Małgorzata Jarząb – moderatorka
Filolożka, nauczycielka, feministka. W najbliższym czasie bronić będzie swojej pracy magisterskiej z pogranicza literatury i gender studies, poświęconej południowoamerykańskim poetkom. Dziennikarka portalu G-punkt.pl -zajmuje się organizacją cyklu „Śniadania Mistrzów”.

Zdjęcia: Damian Nowakowski

Śniadania Mistrzów to poranne sesje dyskusyjne, na których degustowane są najważniejsze zjawiska współczesnej kultury i sztuki. Oprócz zagadnień regularnie wypływających w publicznej debacie na temat kultury, poruszane są także wątki niesłusznie spychane na jej margines albo te, które z różnych wstydliwych względów nie dostają się nawet w jej obręb.


Partnerzy “Śniadań Mistrzów”:

mleczarnia_logo.jpg

ar_luz.gif

Advertisements

komentarzy 9

Subscribe to comments with RSS.

  1. I znowu męcząca Agnieszka Kłos… Niedługo przeprowadzi spotaknie z samą sobą. Fuj…

    555

    Czerwiec 5, 2008 at 4:39 pm

  2. Doskonały pomysł. Jest Pan menadżerem z zawodu czy tylko amatorem – flamerem? Odsyłam do znakomitych wywiadów Glenna Goulda z Glennem Gouldem.

    agniusza

    Czerwiec 5, 2008 at 9:36 pm

  3. Chciałbym skromnie zauważyć Agnieszko, że dokonałaś właśnie założenia dyskryminującego 🙂 Skąd sugestia że 555 jest Panem? A może to Pani?

    Wszystko co złe to mężczyźni 😉

    hjal

    Czerwiec 5, 2008 at 10:41 pm

  4. poczekaj na 3 część dyskusji i dokładnie ją przeczytaj a zobaczysz, że dyskryminujące założenia zdarzają się najlepszym :]

    gosiaj

    Czerwiec 5, 2008 at 10:58 pm

  5. jestem szowinistą – taki mały comming out chciałem zrobić…

    Bolo Yang

    Czerwiec 6, 2008 at 7:29 am

  6. Agnieszka Kłos – owszem jest wszędzie – tym bardziej cieszę, że w końcu ją poznam…

    piotrekgawlinski

    Czerwiec 7, 2008 at 6:27 pm

  7. Łukasz Andrzejewski i tak jest bardziej „wszędzie”. choć nie wiem, czy to nie krzywdzące zestawienie…

    lem

    Czerwiec 7, 2008 at 11:49 pm

  8. wszędzie jest tylko Bóg. no chyba że (akurat) go nie ma.

    hjal

    Czerwiec 9, 2008 at 10:39 pm


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: