Gpunkt.pl

Freestyle o kulturze

Śniadanie Mistrzyń: Kobieta jako autorytet w kulturze cz. III

10 komentarzy

Śniadanie Mistrzów sfeminizowało się. Kluczowym tematem tego cyklu jest kultura, zaś w tejże pojawia się coraz więcej kobiet. Jak się jednak okazuje, ich droga wciąż nie należy do łatwych. Chyba, że tworzą pod męskimi pseudonimami lub działają w sferze, w której łatwo ukryć płeć. Może powinniśmy za to winić kształtujący nas i wpływający na nasze postrzeganie kultury kanon, w którym wciąż tak mało jest kobiecych nazwisk?

Na niedzielne śniadanie zaprosiliśmy Agnieszkę Kłos, Małgorzatę Maciejewską i Marcina Boronowskiego, aby wspólnie zastanowić się nad sytuacją kobiet w kulturze. Czy twórczynie traktowane są na równi z twórcami? Czy wobec ich dzieł wysuwane są jakieś specjalne oczekiwania? Zapraszamy do lektury ostatniej części dyskusji, która odbyła się w klubokawiarni “Mleczarnia”.

Czytaj część pierwszą

Czytaj część drugą


Małgorzata Jarząb: Teraz chciałabym zapytać: jak się odnajduje kobieta w kulturze? Tradycyjna antropologia rozdziela sferę kultury od sfery natury, przypisując tą pierwszą mężczyznom, zaś drugą pozostawiając kobietom. Fakt, iż jest tak mało twórczyń miałby więc wynikać z samej istoty kobiecości. Równocześnie kobiety-twórczynie często się spotykają z różnego rodzaju trudnościami. Być może istnieje „szklany dach”, który nie dopuszcza ich do większej popularności? Często ich twórczość skazana jest na zaetykietowanie w stylu „literatura menstruacyjna”. Mimo zmian, jakie zachodzą w naszym społeczeństwie, sytuacja twórczyni wciąż jest trudna.

Agnieszka Kłos: Trudność wynika z przyzwyczajenia się do wygód i do bezkonkurencyjności. Mężczyźni żyli przez bardzo długi czas w takiej sytuacji, więc dziś trudno jest im oddać część pola kobietom czy zauważyć w nich realnego rywala, jak również przyznać, że czasami muszą przegrać w rynkowej czy społecznej konkurencji. Pozycja kobiety bardzo często jest efektem takiego patrzenia; to jest Obcy, który chce wkroczyć na teren zarezerwowany tylko dla nas, teren elitarny.
Pracowałam przez bardzo wiele lat w działach kultury redakcji wrocławskich i warszawskich. Między innymi w gazecie, która szczyci się mianem największego dziennika intelektualistów Europy Środkowowschodniej. Ta gazeta rządzi się prawami zdrowo pojętego feminizmu. Jest to jedyne znane mi miejsce w Polsce, gdzie w pracy, w przestrzeni publicznej, są bidety czy automaty z podpaskami. Większość szefów to kobiety, a spora liczba tematów, które wchodzą na czołówkę czy w ogóle do gazety, to tematy z obszaru feminizmu i ruchów wolnościowych. Szefem działu, w którym pracowałam, była również kobieta. Ona pewnego dnia odchodzi, zaś jej miejsce zajmuje szef. Wchodzi więc na pierwszą wizytę do naszego pokoju i widząc przy biurku dziennikarki i redaktorki, mówi: „Ale tu kurnik. Trzeba będzie część tych kur zwolnić.” Ta gazeta szczyci się mianem opiniotwórczej, rola dziennikarza ma się tam sprowadzać do niesienia kaganka oświaty. Wydawało mi się, że w czasach, w których żyjemy, pewne standardy wynikłe z etapów równouprawnienia mamy już za sobą. Tymczasem przychodzi szef, który podlega strukturze organizacji tej gazety i mówi coś niedopuszczalnego w miejscu publicznym.

Inny przykład. Miałam osobiste spotkanie z szefem tej gazety w Warszawie. Wybitny intelektualista, bardzo ceniony w Europie. Myślałam, że jak do niego pójdę, to pogadamy sobie na równych prawach. Przeszłam wtedy przez kanały powstańcze jako jedyna kobieta i jedyny cywil. Chciałam się z nim tym doświadczeniem podzielić. Siedzimy, gadamy i on mówi w pewnej chwili: „O, to masz rzeczywiście niesamowite doświadczenie, masz świetne wykształcenie, jesteś współczesnym Leonardo da Vinci”. Po czym dodał: „Wiesz co, twój mąż będzie miał się z tobą dobrze.” Cała moja wiara w to, że to jest człowiek nadążający za pewną transgresją intelektualną, że można z nim pogadać na równych zasadach, okazała się mrzonką. Bo zastałam w gabinecie faceta w najbardziej stereotypowym sensie, który ma w głowie XIX wiek, cały intelektualny bełkot, w którym kobieta jest tylko subtelnym kwiatem wczepionym w butonierkę.
Te doświadczenia pokazały mi dokładnie, gdzie ja się znajduję w polu kultury oficjalnej. Dlatego zostałam freelancerem. Podjęłam może osobistą straceńczą walkę, ale żyje mi się teraz lepiej. Przynajmniej nie czuję nad sobą szklanego sufitu.

Małgorzata Maciejewska: Nikt cię nie usadza na tak zwanym twoim właściwym miejscu.
Ania Zawadzka przyjechała do nas kiedyś na wykład i opowiadała, jak podczas zebrania redakcyjnego rozmawiali nad nowym tytułem. Ona chyba była w coś zaangażowana i chciała o tym powiedzieć, a nagle kolega się do niej zwraca i mówi: „Ale ty dzisiaj pięknie wyglądasz”. To była taka sytuacja szoku, że nie wiedziała co odpowiedzieć.

Marcin Boronowski: Powinna odpowiedzieć: a ty wyglądasz silnie.

MM: Mogła tak odpowiedzieć. Ale ona wiedziała, że ten facet nie zrobił tego świadomie, żeby wtłoczyć ją w jakąś rolę. To była nieświadoma praktyka powołująca płeć.

MB: On chciał zrobić dobrze.

MM: Tak, a dla niej to było najgorsze, co mógł zrobić w tej sytuacji, kiedy ona chce się wykazać swoim intelektem i argumentami.

MJ: Chyba czasami mamy do czynienia z takim bezmyślnym powielaniem schematów przez mężczyzn, którzy wcale nie są antyfeministami. Kiedy jeden z moich redakcyjnych kolegów zapraszał nas na koncert pewnej piosenkarki, sformułował to następująco: „Zapraszam was na koncert młodej, ślicznej i utalentowanej artystki”. Wydaje mi się, że to strasznie częsta praktyka, zupełnie nieuświadomiona, bo przecież zapraszając na koncert mężczyzny nie zacząłby od podkreślenia, iż jest to artysta przystojny i przeuroczy.

AK: To zdradza pewien kompleks i niedopasowanie społeczne. Kobieta wyposażona, tak jak mężczyzna, w intelekt, budzi przerażenie. Jest to przerażenie na widok Obcego, który podszywa się pod faceta. Przeciętny mężczyzna zwyczajnie sobie z tym nie radzi, dlatego zaczyna od takiego seksistowskiego wstępu, który ma tę osobę osłabić, podważyć jej realną wartość. Tak dzieje się w przypadku pięknych kobiet, które „na dodatek” mają talent. Ich talent rozpatrywany jest w kategoriach dodatku, który łatwo można spacyfikować.

MB: Czytając ostatnio parę esejów, spotkałem się z takim stwierdzeniem, że pod adresem artystek kierowane są specyficzne oczekiwania: żeby ich prace np. plastyczne miały charakter bardziej dekoracyjny, milutki dla oka, a nie żeby podejmowały jakieś drastyczne sprawy społeczne, czy żeby za pomocą brzydoty czy szokujących zestawień prezentowały jakieś poglądy kontrowersyjne. Tak jest?

MM: Na pewno. Dziś twórczynie podejmują takie tematy jak, co jest charakterystyczne dla współczesnej sztuki feministycznej, obrazowanie fekaliów. To nie jest bezmyślne wykorzystywanie szokujących elementów, ale przemyślana strategia polityczna, która pokazuje, kim ja właściwie jestem w tej kulturze, czyli że jestem pewnego rodzaju wykluczeńcem, odpadem, odchodem, elementem wyrzucanym z tożsamości zbiorowej.

AK: W swoim życiu przekraczam sferę słowa i obrazu i mam doświadczenia związane z obydwoma środowiskami artystycznymi. Środowisko „sztuk wizualnych” jest o wiele bardziej przychylne kobietom. Może akademie w Polsce uczą znacznie bardziej feministycznego podejścia do fachu albo te kobiety mają taką moc, jest ich tak dużo, że jednak zmiękczają męską strukturę. Natomiast jeśli chodzi o tak zwane „sztuki słowa pisanego”… takich szowinistów nigdzie i nigdy nie spotkałam. Zwłaszcza poeci charakteryzują się taką specyficzną postawą wobec kobiet. Nie wypada mi nawet zacytować pewnych anegdot czy też określeń, które padają w ich kręgu pod adresem dziewczyn, które pewnego dnia zaczynają pisać wiersze.

MB: Po prostu oni potrzebują kobiety jako tego kwiatu, który się opiewa, ewentualnie jako muzy, która będzie poetę nastrajać do pisania wiersza a nie jako konkurencyjnej poetki i równorzędnego intelektualnego partnera. Od tego są kumple, z którymi poeta idzie na piwo, czy raczej na wódkę.

MM: To chyba też jest specyfika gałęzi sztuki. Język jest silnie zmaskulinizowany. Poprzez język silnie odtwarzają się podziały płciowe. Więc tutaj ta pozycja mężczyzn jest jak najmocniej broniona. Sztuki wizualne są w pewnym sensie bardziej niszowe niż poezja i proza, trzeba je oglądać w specyficznych miejscach, nie można pójść do biblioteki i ich wypożyczyć. Obraz, szczególnie sztuki alternatywnej, jest też mniej zrozumiały, bardziej zaowalowany.

MJ: Nie ma rodzaju gramatycznego.

AK: Poza tym bardzo często obraz występuje bez kontekstu, bez podpisu. Nie jesteśmy więc w stanie odgadnąć płci autora. Natomiast w wypadku książki zdradzi to nam od razu rodzaj gramatyczny czy imię i nazwisko.

MB: Czyli piszcie panie pod pseudonimami.

MM: Tak robiły właśnie pierwsze pisarki science-fiction czy fantasy, one nie weszłyby do tego męskiego środowiska, gdyby nie przyjmowały męskich pseudonimów.

AK: Swego czasu zarabiałam wygrywając konkursy literackie i żyłam z tych pieniędzy. Pomyślałam, że jurorami takich konkursów, w których można wygrać grubą forsę, są faceci, wobec czego warto przybrać męską ksywkę. Jako Jakub Piękny wygrywałam duże konkursy literackie w Polsce. Jakież było zdziwienie szacownego grona, kiedy po nagrodę przyjeżdżała niewielkiego wzrostu i młoda dziewczyna. Ta konkursowa proza nie zapowiadała kogoś takiego.

MB: Piękna tak, ale nie Jakub. Ja mam krótką pamięć do nazwisk, ale w okresie międzywojennym była taka pani która publikowała jako pan, a potem okazała się transseksualistą. Może to jest dobry chwyt: wejście jako piąta kolumna, pod przebraniem. Potem dopiero zrzucamy maski i pokazujemy, kim naprawdę jesteśmy i zostajemy już w tej sferze.

MM: Jest to jakiś kanał, możliwość wyjścia. Tylko ja się zastanawiam: dlaczego my musimy to robić? Dlaczego musimy tą maskę przywdziewać, dlaczego mamy się kamuflować a nie otwarcie manifestować to, kim jesteśmy?

AK: Najgorsze jest to, że tak naprawdę dyskryminacja uderza w podstawę naszego życia. Tu nie chodzi już tylko o godność. Ja robiłam to, żeby zarobić na chleb. Dlatego myślę, że dyskryminacja bardzo silnie uderza w kobiety, bo pozbawia je zwyczajnie środków do życia. Wtedy to już nie są zabawy akademickie czy gadanie o ornamentach w sztuce, tylko zwyczajna harówka w poszukiwaniu chleba. Jeżeli realnie na rynku pracy zarabiam mniej, albo nie jestem zatrudniana tylko dlatego, że jestem kobietą, to zaczyna się robić groźnie.
Wydaje mi się, że to jest najtwardsze i najgorsze w kulturze, jeśli mówimy o dyskryminacji: ona bezpośrednio uderza w ekonomię kobiety. Wiem, ile zarabiają moi koledzy w tym samym zawodzie, jakie obowiązują stawki na rynku. Ja tych stawek nigdy nie osiągnę. W rozmowie kwalifikacyjnej, kiedy staramy się o jakieś stanowisko, zawsze podane są idealne cechy kandydata, nigdy kandydatki. Z góry wiem, że idąc tam, raczej wyniosę rozczarowanie. Nikt nie powie: świetnie, wykształcona i na dodatek kobieta, być może to poszerzy horyzonty w naszej firmie.

MJ: Może w takim razie potrzeba jakiś rozwiązań systemowych? Może, wracając do literatury, moglibyśmy zacząć od kanonu? Powinniśmy go zmieniać?

AK: Przykładem takiego odwrócenia porządku i takiej sprawy wywrotowej jest na pewno przypadek Doroty Masłowskiej. To jest szczególny i dziwny przypadek, ponieważ mamy tutaj do czynienia z pisarką, która nie fałszuje swojej płci. A jednak jest to produkt świetnie zareklamowany i sprzedany przez facetów, uderzający w kanon feministyczny, w literaturę menstruacyjną. Kilku ważnych panów usiadło przy jednym stole i zaplanowało karierę młodej licealistki z Sopotu. Wylansowali dziewczynę, która ich zdaniem jest Silnym; fajna laska, nie gadająca bzdur o feminizmie. Bo dziewczyny w środowisku literackim są potrzebne, żeby opowiadać o nich dowcipy albo zarabiać pieniądze. Jeśli jednak w grę wchodzi myślenie wartościami to nagle nie ma miejsca na rozważanie o czyjejś płci czy seksualności.

MM: To, co nie było widoczne w całej tej historii, to fakt, że była to strategia na wykluczenie kwestii kobiecej. Ale gdybyś powiedziała to publicznie, to zostałabyś uznana za osobę, która wytwarza teorię spiskową. Bo to jest tylko i wyłącznie jej talent, jej zasługi, jej pisarstwo. Oskarżenia o tworzenie teorii spiskowych są jednym z powodów, przez które feminizm nie może wypłynąć na szerokie wody.

AK: Jeżeli feminizm będzie podążał drogą kanału nieoficjalnego to może przynieść kanonowi literackiemu wiele dobrego. Siła tkwi w małych wydawnictwach, które powoli zaczynają rozkwitać. Są to wydawnictwa niszowe, nastawione na kilkaset egzemplarzy, po sprzedaniu których drukuje się kolejną partię książek.
Przykładem przebudowywania kanonu w Polsce są eseje Herty Műller, rumuńskiej intelektualistki, która mieszka w Niemczech. Zostały one wydane w Polsce z dziesięcioletnim opóźnieniem, mimo że ich autorka nie należy do czołowych feministek. Warto wspomnieć również o książkach Judith Butler, które dopiero nie tak dawno ukazały się na polskim rynku. Zastanówmy się, jaka przepaść dzieli nas od światowego kanonu. Bez Judith Butler, bez tych wszystkich filozofów, którzy interesowali się płcią na przełomie XX i XXI wieku, byłabym bezbronna jako krytyk. Nie mogłabym przecież nadążyć za transgresją artystów. Feminizm, równouprawnienie, kwestia płci i kwestia seksualności trafiły na taki moment w dziejach, że tak czy inaczej za kilka lat okaże się, że nie ma artysty w Polsce, który by o tym choć raz nie powiedział. Jesteśmy już intelektualnie przygotowani do tego, i pozostaje tylko pytanie związane z naszym krajem: czy społecznie też jesteśmy na to gotowi?

MJ: W naszej dyskusji kilkakrotnie padło nazwisko Janion jako przykład autorytetu. Jakie jeszcze nazwiska warto wymienić?

AK: Dla mnie na pewno nieustępliwy w swojej postawie, a więc godny naśladowania jest Marek Edelman. To nie jest kobieta, ale to jest osoba przegrana z pozycji swojej własnej biografii. Można powiedzieć, że zarówno kobieta, jak i Żyd są w Polsce przegrani z racji swojego urodzenia. Marek Edelman jest niezłomny w swojej postawie. Współorganizował powstanie, aby nie dać się wepchnąć na beczkę w getcie. Usprawnił metody leczenia wad serca, żeby odkłamać mity na temat zacofania lekarzy w komunistycznej Polsce. A potem sprzeciwił się typowo polskiej religijności na pokaz, powtarzając zdanie; Zagłada i wszelkie pogromy wyszły z kościoła katolickiego na ulicę. Edelman jest dla mnie strażnikiem pamięci, pojętej w jak najszerszym i najlepszym tego słowa znaczeniu. Pamięci straumatyzowanej, ale polskiej.

MB: Ja w tym momencie zamiast wskazywać na żyjącą osobę (których byłoby kilka z różnych obszarów) pozwolę sobie oprzeć się na bohaterze literackim, którego postawa zapadła mi w pamięć i chyba inspiruje mnie do moich działań. Jest to Orr z „Paragrafu 22” J. Hellera, czyli niby szalony pilot prowokujący katastrofy swojego samolotu, jednak w taki sposób, że nikt przy tym nie ginie, zaś on za każdym razem ćwiczy wszystkie procedury awaryjne, by w końcu wykorzystać je do swojego szalonego, lecz doskonale przemyślanego, planu dezercji z wojska. Czyli w szaleństwie metoda – mam wrażenie, że i ja zaangażowałem wszystkie swoje cnoty męskie do mojej szaleńczo rozsądnej ucieczki od toksycznej męskości.

MM: Ja strasznie nie lubię posługiwać się pojęciem autorytetu, ponieważ niemal samoistnie odtwarza się wtedy relacja hierarchiczna, z którą na co dzień staram się walczyć, ale w którą jestem również silnie uwikłana. Ja raczej posłużyłabym się nazwiskami kobiet, które mnie otaczają swoja opieką, czy to dosłownie czy intelektualnie. Takimi kobietami są dla mnie Kasia Gawlicz, Marta Trawinska, Dominika Ferens i Ewa Banaszak, a poza nimi w sensie powiązań intelektualnych to Ewa Charkiewicz, Kopciewicz, Butler, Filipiak, Wolf, czy Susan Bordo. To one mnie ukształtowały i im najwięcej zawdzięczam.

Uczestnicy dyskusji:

Agnieszka Kłos
Autorka książki “Całkowity koszt wszystkiego”. Stypendystka Ministra Kultury – uczestniczyła w warsztatach literackich prowadzonych przez Jerzego Pilcha, Tadeusza Słobodzianka, Ingmara Villquista i Ireneusza Brzyka. Laureatka wielu konkursów literackich, m.in. Uniwersytetu Gdańskiego, w którym otrzymała wyróżnienie „ex quo” z Dorotą Masłowską. Pracowała w „Gazecie Wyborczej” i “Dużym Formacie”. Jest redaktorką pisma „Rita Baum” i magazynu internetowego www.ritabaum.serpent.pl oraz wiceprezeską Stowarzyszenia Artystycznego „Rita Baum”. Autorka projektu multimedialnego związanego z mapą pamięci Wrocławia “Breslau cv”. Publikuje analizy, krytyki, felietony, recenzje i fotografie, m.in. w „Pozytywie”, „Arteonie”, “Formacie”, portalach www.e-teatr.pl, www.swiatobrazu.pl, www.feminoteka.pl, www.wywrota.pl. Wykłada fotografię prasową i dziennikarstwo internetowe w Dolnośląskiej Szkole Wyższej. Prowadzi literackie i dziennikarskie blogi w sieci (www.agniusza.blog.pl, www.ifigenia.blog.pl), prezentuje fotografie oraz instalacje podczas indywidualnych i zbiorowych wystaw. Od kilku miesięcy prowadzi cykl autorskich spotkań i wykładów poświęconych współczesnej sztuce, „Wolna Amerykanka” oraz spotkań z pisarzami i wydawcami – “Czytelnia Gepperta” w Otwartej Pracowni Gepperta we Wrocławiu.

Marcin Boronowski
Wykładowca języka angielskiego na Uniwersytecie Wrocławskim od 1990 roku, w latach 1996-2006 wykładowca przedmiotów językoznawczych i akademickiego pisania w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Legnicy. Grafik komputerowy amator, sporadycznie publikujący swe prace, m. in. w Gazecie Wyborczej. Od jesieni 2006 autor internetowej strony Biuletyn Myśli Antyseksistowskiej Antyfacet RP. Od czerwca 2007 autor happeningów realizowanych we Wrocławiu i zaangażowanych na rzecz emancypacji obyczajowej mężczyzn i przeciwko wszelkim stereotypom płciowym, w których występuje pod pseudonimem Naczelny Antyfacet RP. Współpracuje z wrocławskim oddziałem Kampanii Przeciw Homofobii, tworzącym się stowarzyszeniem Trans-Fuzja i środowiskiem feministycznym Wrocławia, a w szczególności ze Studenckim Kołem Naukowym Queer Studies „Nic Tak Samo”. W życiu codziennym buntownik wobec stereotypu męskiej roli płciowej.

Małgorzata Maciejewska
W 2003 roku ukończyła szkołę średnią (II LO im. Marii Konopnickiej w Opolu) i rozpoczęła studia na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego w Instytucie Socjologii. Obecnie studentka V roku. Pisze pracę magisterską dotycząca dyskursywizacji doświadczeń anorektycznych i bulimicznych, pt: „Kulturowe podłoże chorób odżywiania się. Bulimia i anoreksja jako graniczne elementy dyskursu szczupłości”.
Od 2006 jest przewodniczącą Koła Naukowego Interdyscyplinarnej Grupy Gender Studies. Od 2007 współorganizuje Warsztaty Feministyczne i wykłady w ramach działalności koła. Jest feministką.

Małgorzata Jarząb – moderatorka
Filolożka, nauczycielka, feministka. W najbliższym czasie bronić będzie swojej pracy magisterskiej z pogranicza literatury i gender studies, poświęconej południowoamerykańskim poetkom. Dziennikarka portalu G-punkt.pl -zajmuje się organizacją cyklu „Śniadania Mistrzów”.

Zdjęcia: Damian Nowakowski

Śniadania Mistrzów to poranne sesje dyskusyjne, na których degustowane są najważniejsze zjawiska współczesnej kultury i sztuki. Oprócz zagadnień regularnie wypływających w publicznej debacie na temat kultury, poruszane są także wątki niesłusznie spychane na jej margines albo te, które z różnych wstydliwych względów nie dostają się nawet w jej obręb.


Partnerzy “Śniadań Mistrzów”:

mleczarnia_logo.jpg

ar_luz.gif

Reklamy

komentarzy 10

Subscribe to comments with RSS.

  1. „Natomiast jeśli chodzi o tak zwane “sztuki słowa pisanego”… takich szowinistów nigdzie i nigdy nie spotkałam. Zwłaszcza poeci charakteryzują się taką specyficzną postawą wobec kobiet. Nie wypada mi nawet zacytować pewnych anegdot czy też określeń, które padają w ich kręgu pod adresem dziewczyn, które pewnego dnia zaczynają pisać wiersze” , agniusza cmok 🙂

    cym

    Czerwiec 16, 2008 at 11:58 pm

  2. dlugo jeszcze tak bedziemy ciagnac ten temat? nie ma bardziej interesujacych tematow? na przyklad euro? moze jakies sniadanie mistrzow o stanie polskiej pilki?

    Bolo Yang

    Czerwiec 17, 2008 at 9:59 am

  3. jak nie wypada to już koniecznie musisz zacytować!
    ja na przykład znam tylko jedno i to w dodatku nieefektowne: ładna jak na poetkę…

    leszek > cym

    Czerwiec 17, 2008 at 10:25 am

  4. wszelkie sugestie naszych czytelników są bardzo mile widziane 🙂 tylko czy my przypadkiem nie jesteśmy portalem kulturalnym?…

    gosiaj

    Czerwiec 17, 2008 at 11:01 am

  5. przypadkiem.

    olo

    Czerwiec 17, 2008 at 12:05 pm

  6. przypadki są cudowne 😀

    gosiaj

    Czerwiec 17, 2008 at 5:02 pm

  7. przypadki chodzą po ludziach, po „olo” musiały się pewnie już nie raz przejść…
    kultura to przecież sport, weźmy na przykład taką kulturystykę, he?

    Bolo Yang

    Czerwiec 17, 2008 at 5:06 pm

  8. świetnie, jeżeli przedstawi mi Pan listę zagadnień do poruszenia w ŚM pt. „Kultura to przecież sport” oraz propozycje gości, to ja chętnie zorganizuję taką dyskusję 🙂

    gosiaj

    Czerwiec 17, 2008 at 5:21 pm

  9. o definicję kultury to my się możemy spierać długo khe khe

    hjal

    Czerwiec 17, 2008 at 7:00 pm

  10. MB, człowieku, żal mi ciebie. Męskość nie była „toksyczna”, dopóki feministki jej tak nie określiły. Myślisz narzuconymi kategoriami. Lepiej się ubierz i zdeproblematyzuj.

    Szczepan Hołyszewski

    Czerwiec 19, 2008 at 11:45 pm


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: